Czego Lekarz Ci Nie Powie o SSRI i Antydepresantach – prawda o „uzależnieniu”
Leki psychotropowe nie uzależniają. Ani SSRI, ani leki przeciwdepresyjne i tak dalej, i tak dalej. Często słyszymy od lekarzy – czy to psychiatrów, czy to nawet lekarzy rodzinnych i innych – że te substancje i te leki psychotropowe nie uzależniają.
Natomiast… czy aby na pewno? Oglądaj dalej.
Dzień dobry. Z tej strony Bartłomiej Florek, oproblemachinaczej.pl.
Żyjemy w tak wygodnych – pozornie wygodnych – czasach, że sięgnięcie po magiczną tabletkę jest zdecydowanie, w cudzysłowie, prostsze i łatwiejsze niż zajęcie się przyczyną.
W ten sposób oczywiście markujemy to, co z nas wychodzi. Natomiast niekoniecznie zwracamy uwagę na to, jaka jest tego przyczyna.
Zgodnie z tym, co powiedział George Bernard Shaw – że w życiu nie chodzi o to, aby się odnaleźć, w życiu chodzi o to, aby siebie stworzyć – ja to parafrazuję, jak już doskonale wiesz, jeśli jesteś moim widzem, jako: „Przestań się leczyć, zacznij się tworzyć.”
Oczywiście, nawet nie musimy znać przyczyny, by móc stworzyć się na nowo i stać się tym, kim chcemy być – tym, kim chcemy się stać.
Umożliwia nam to chociażby neuroplastyczność, którą posiada nasz mózg, jak i cały nasz organizm.
Natomiast my idziemy na łatwiznę.
I kiedy czuję się źle, kiedy czuję się przygnębiony, kiedy jestem przygnębiona – i tak dalej, i tak dalej – to zdecydowanie łatwiej jest podejść do dobrego specjalisty, który zapyta tylko i wyłącznie o objawy… i przepisze magiczną tabletkę.
Magiczną tabletkę chociażby w postaci właśnie leku psychotropowego, jak SSRI, czy też leki przeciwdepresyjne.
SSRI to nic innego jak inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny, które spowodują to, że będziesz czuł się lepiej – w dużym uproszczeniu.
I oczywiście, pod względem chemicznym, pod względem danej substancji, często słyszymy taką informację, że te nowoczesne leki dzisiaj kompletnie nie uzależniają.
I o ile można się z tym zgodzić w kontekście właśnie budowy chemicznej i tak dalej, i tak dalej – o tyle jest pomijany często, aż za często, jeden kluczowy czynnik.
A tym czynnikiem jest nic innego jak psychiczne, behawioralne warunkowanie.
Na temat warunkowania nagrałem osobny odcinek – możesz sobie na niego zerknąć, być może wyświetli się teraz gdzieś tutaj na moim kanale – bo każde warunkowanie prowadzi do następnego warunkowania.
Bardzo prosty przykład: jeśli pierwszy raz odpalisz papierosa, to każdy kolejny raz, kiedy tego papierosa odpalasz, pogłębia warunkowanie warunkowania.
Czyli pogłębia to, co już rozpocząłeś.
Tak samo jest z każdą czynnością, którą zaczynasz i którą robisz po raz kolejny.
Bardzo prosty, w cudzysłowie, mechanizm – w kontekście tego, że jak już coś zaczynasz i to powtarzasz, to nawarstwiasz i pogłębiasz to warunkowanie, które już rozpocząłeś.
Jak to się ma w tym momencie w kontekście chociażby właśnie leków psychotropowych?
No ma się właśnie tak, że za każdym razem, kiedy po niego sięgasz, bo czujesz się X, Y, Z – to pogłębiasz warunkowanie, które rozpocząłeś.
I nieważne jest to, że nie uzależnisz się od tej substancji chemicznej, i że nawet jej odstawienie po już kilku tygodniach będzie dosłownie dla ciebie czymś normalnym i będziesz czuł się w porządku – ale uzależnisz się, w cudzysłowie, od tego cyklu.
Czyli od tego warunkowania.
Czuję się źle – tabsik.
Czuję się chujowo – tabsik.
Jestem poirytowany – tabsik.
Nie mogę spać – tabsik.
I tak dalej, i tak dalej.
I mimo tego, że – okej, jeszcze raz podkreślam – te substancje, te nowoczesne substancje nie powodują tego, że ty się uzależnisz bezpośrednio od nich, no to uzależnisz się, mój drogi i moja droga, od czynności.
Sporządziłem sobie tutaj w telefonie – bo jest mi tak zdecydowanie prościej – pewnego rodzaju notatkę, którą teraz ci przedstawię, tak żebyś miał do czynienia z suchymi faktami.
I teraz tak: lekarze często mówią, że nowoczesne leki psychotropowe, chociażby właśnie typu SSRI – jeszcze raz: inhibitor wychwytu zwrotnego serotoniny – nie uzależniają.
W cudzysłowie „nie uzależniają”, ponieważ w sensie właśnie klinicznym i neurobiologicznym nie spełniają głównych kryteriów uzależnienia fizycznego i psychicznego, takich jak na przykład brak euforii, tudzież tak zwanego „haju”.
SSRI nie wywołują szybkiej przyjemności, euforii ani uczucia haju – w przeciwieństwie do substancji uzależniających, takich jak co, amfeo, benzo i tak dalej, i tak dalej.
Nie będę mówił, bo wiesz o co chodzi, a nie wiem jak YouTube na to reaguje.
Nie są więc nagradzające bezpośrednio dla mózgu. To jest fakt.
Brak wzmacniania nawykowego.
Nie występuje zjawisko tak zwanego „cravingu”, czyli silnego przymusu brania, ani potrzeba ciągłego zwiększania dawki, tudzież tolerancji – jak przy substancjach uzależniających.
Objawy odstawienne czy też uzależnienie…
Niektóre osoby po odstawieniu SSRI mogą mieć objawy odstawienne, na przykład zawroty głowy, lęk, elektryczne impulsy w głowie i tak dalej.
Ale to nie świadczy o uzależnieniu – tylko o adaptacji organizmu do leku.
Czyli widzisz – tak czy siak, twój organizm i tak się do tego adaptuje.
Objawy te są przejściowe i zwykle mijają w ciągu kilku tygodni.
Nie pojawia się kompulsywna potrzeba powrotu do leku, co jest kluczowe w uzależnieniu.
Co lekarze przez to rozumieją?
Mówiąc „SSRI nie uzależnia”, lekarz może mieć na myśli, że nie powodują uzależnienia fizycznego ani psychicznego – w rozumieniu medycznym.
I to jest słowo klucz.
Nie wymagają ciągłego zwiększenia dawek.
Nie są rekreacyjne, nadużywane.
Nie są brane po prostu dla przyjemności.
Ale – niektórzy pacjenci mogą mieć trudność z odstawieniem.
Stąd ważne jest stopniowe zmniejszanie dawki.
Leki te nie są obojętne.
Mogą mieć skutki uboczne i wpływ na psychikę.
Utrzymywanie się objawów po ich odstawieniu nie oznacza uzależnienia – ale raczej nawrót choroby podstawowej, na przykład depresji czy lęku.
Jaki z tego wniosek?
Markujesz w tym momencie tą przyczynę.
Zajmujesz się skutkami, ale nie wykonujesz roboty, którą masz do wykonania – chociażby właśnie chodząc na psychoterapię, hipnoterapię, coaching, mentoring i tak dalej, i tak dalej.
Bo tak czy siak, spychasz to dalej za siebie i wrzucasz do tego jungowskiego worka z cieniem, który jest w tym momencie wyparciem.
Czujesz się lepiej? Okej, fajnie.
Pomogło ci to wstać? Bardzo dobrze.
Ja sam niejednokrotnie – chociaż bardzo rzadko – nawiązuję do tego i mówię swoim klientom, kiedy widzę ku temu naprawdę powód, aby dosłownie sięgnęli po pomoc dobrego psychiatry i by te leki tylko i wyłącznie pomogły im wstać.
Ale kiedy już wstaną – to mają do wykonania kurewski ogrom roboty.
Nie mogą zapomnieć o tym, że te leki za nich tej roboty nie zrobią.
Bo prawda jest zupełnie inna.
Natomiast wracając – w kontekście uzależnienia biologicznego.
SSRI jako uzależnienie biologiczne – ale mimo tego, że SSRI nie uzależniają jak na przykład alkohol czy opioidy, to mogą prowadzić do psychologicznego warunkowania, a co za tym idzie – utrwalania pewnych schematów myślenia i zachowania.
A to jest właśnie aspekt, który jest nagminnie pomijany przez specjalistów.
I przez lekarzy.
Czy też nawet przez psychologów, którzy dają informacje swojemu klientowi, czy też pacjentowi, że te leki są bezpieczne i nie uzależniają.
Jeszcze raz podkreślam – nie uzależniają w kontekście chemicznym i biologicznym, ale człowiek to nie tylko i wyłącznie chemia i biologia.
Choć w głównej mierze – owszem.
Natomiast do tego dochodzą jeszcze czynniki behawioralne – czyli właśnie to warunkowanie, o którym ci wspominałem.
Tak więc – warunkowanie i nawyk unikania chociażby cierpienia, które jest nieodzownym elementem szczęścia.
Bo nie ma cierpienia bez szczęścia i nie ma szczęścia bez cierpienia.
A jak mawiał Nietzsche: żyć to cierpieć, przeżyć to nadać sens cierpieniu.
Człowiek zaczyna kojarzyć branie tabletki z, w cudzysłowie, „radzeniem sobie z emocjami”, przed którymi ucieka i które go przygniatają.
Gdy pojawia się trudność – „lepiej wrócę do leków”.
To wzmacnia pasywny sposób radzenia sobie, zamiast konfrontowania się z przyczyną.
Na przykład: terapia, zmiany w stylu życia, praca nad swoimi ograniczającymi przekonaniami.
Powielanie schematu.
Kolejny punkt: „Czuję się źle. Co robię? Biorę coś.”
To może bardzo przypominać mechanizm uzależnienia behawioralnego – nawet jeśli nie jest oparte na substancji.
Podobnie działają też tutaj uzależnienia, jeśli chodzi o hazard, pornografię, telefon czy media socjalne.
Zauważ, że tutaj nie masz do czynienia z czymś, co jest chemiczne – w kontekście hazardu, pornografii czy nawet scrollowania internetu.
A mimo tego i tak to robisz, bo pogłębiasz cały czas to warunkowanie, które rozpocząłeś lata temu.
Tutaj również nie ma właśnie substancji, ale jest silne warunkowanie i nagroda psychiczna.
Zanim przejdziemy dalej, to pozwolisz, że delikatnie nawilżę kawusią swoje gardło…
i już idziemy dalej. To przewinę, bo to jest niepotrzebne.
SSRI i inne leki psychotropowe – czy naprawdę nie uzależniają?
Często – i jeszcze raz, dla podkreślenia – będę powtarzał, bo to też jest warunkowanie i to też jest ważne:
Słyszymy: „nowoczesne leki nie uzależniają”.
To jest oficjalna wersja. I w dużym stopniu jest zgodna z medyczną definicją uzależnienia fizycznego –
jeśli, jeszcze raz podkreślam.
Ale problem w tym, że ta definicja jest zbyt wąska.
Pomija cały psychologiczny i behawioralny kontekst, w którym działają te leki.
Dlaczego lekarze – jeszcze raz, dla wyjaśnienia – mówią, że SSRI nie uzależniają?
Z punktu widzenia psychiatrii i neurobiologii – oczywiście:
nie wywołują euforii, nie prowadzą do tolerancji, nie wywołują cravingu,
nie działają na układ nagrody dopaminowej.
Jasna sprawa.
Ale… co się pomija?
No właśnie ten aspekt warunkowania psychologicznego i behawioralnego.
I tutaj zaczyna się delikatny problem, bo człowiek to nie tylko mózg i receptory.
To też nawyki, emocje, przekonania i schematy.
I ty doskonale o tym wiesz. I zdajesz sobie z tego sprawę, że jesteś tym wynikiem warunkowania.
A jeśli nie zdajesz sobie sprawy – to na moim kanale znajdź sobie odcinek, który został niedawno dodany,
pod tytułem: „Czym jest warunkowanie i dlaczego jesteś wynikiem warunkowania?”
Warunkowanie klasyczne i operantne.
Leki mogą stać się częścią nawyku unikania cierpienia.
Działa to mniej więcej tak: czuję lęk, smutek, niepokój.
Biorę lek – przestaję to czuć, albo łagodnieje i jestem w stanie funkcjonować.
Mózg uczy się schematu:
Nieprzyjemna emocja → lek → ulga → i kółeczko się zamyka.
To klasyczne warunkowanie – podobne do tego, które prowadzi do uzależnień behawioralnych:
hazard, jedzenie, pornografia i tak dalej.
Skutek? Czuję się źle → biorę coś z zewnątrz, żeby nie czuć.
Nawet jeśli substancja sama nie wywołuje uzależnienia chemicznego –
utrwala się mechanizm unikania emocji poprzez farmakologię,
a nie poprzez konfrontację z tym, co jest tutaj w środku.
W efekcie? Zanika motywacja do pracy nad sobą.
Tworzy się psychiczna zależność.
„Bez leków nie jestem sobą.”
„Nie poradzę sobie sam.”
„Jestem od nich uzależniony, bo kiedy je biorę – to czuję się lepiej.”
Rozwija się pasywność emocjonalna.
Człowiek staje się coraz bardziej zależny od czynnika zewnętrznego –
którym jest chociażby właśnie ta substancja,
telefon, scrollowanie, hazard, zakupoholizm, zaburzenia odżywiania – i tak dalej, i tak dalej.
To nie jest jak uzależnienie po…
Ale czy ciągłe unikanie emocji – nie jest przypadkiem formą psychicznej niewoli?
Czy niezdolność do funkcjonowania bez leków – nie przypomina uzależnienia,
tylko w takich białych rękawiczkach i białym fartuszku?
Zastanów się nad tym.
W praktyce – wielu pacjentów latami nie schodzi z leków,
nawet jeśli zaczęli brać tylko i wyłącznie „na chwilę”.
Nie rozwijają alternatywnych metod radzenia sobie –
na przykład: terapia, ruch, zmiana środowiska, hipnoza, autohipnoza,
medytacja, ćwiczenia oddechowe, trening mentalny – i tak dalej, i tak dalej.
Mają lęk przed odstawieniem – nie z powodu objawów odstawiennych,
ale ze strachu, że nie dadzą sobie rady.
Zauważ, jak to działa. I być może nawet tego doświadczyłeś… czy doświadczyłaś.
A jak to wygląda z perspektywy psychologicznej?
Psychologia poprawna politycznie uczy, że unikanie emocji zawsze je pogłębia.
Prawdziwa zmiana wymaga świadomego przejścia przez trudności.
A tu już mamy chyba do czynienia z niepoprawną politycznie psychologią.
Mój ChatGPT chyba w tym momencie już wie, kto do niego pisze
i w jaki sposób – i też co ma podawać, i w jaki sposób.
A każdy środek, który odcina nas od emocji – jeśli nadużywany –
oddala nas od procesów, w cudzysłowie, zdrowienia.
SSRI – choć mogą być pomocne w kryzysie –
z czasem mogą zastępować realną zmianę.
A w ten sposób utrwalają schemat biernego radzenia sobie,
osłabiają wiarę w swoje możliwości – tak zwana wyuczona bezradność.
Zniechęcają do pracy nad przyczyną – bo objaw jest tłumiony.
I zauważ – właśnie osłabiają wiarę w możliwości.
Tak zwana wyuczona bezradność.
Niestety – dzisiaj bardzo duża część środowiska psychologicznego, psychiatrycznego
stawia na to klepanie po plecach i na to szczęśliwe życie,
zapominając o tym, że życie finalnie – tak czy siak – jest cierpieniem.
Pytanie tylko: czy nadasz temu cierpieniu sens, czy będziesz cierpiał bez sensu?
Natomiast też duża część psychologów i lekarzy psychiatrów –
czy nawet neurobiologów – mówią o tej jednej rzeczy:
że klepanie po plecach i rozmowa tylko i wyłącznie o problemie i o trudnościach
powoduje to, że problemy i trudności tylko i wyłącznie się pogłębiają.
A ty zaczynasz być uzależniony – przez pryzmat warunkowania –
i behawioralnie – od tego poklepania.
Przez tego lekarza, psychologa, czy specjalistę – po plecach.
Przez co… robisz, chodzisz do niego częściej.
I dajesz mu zarobić fajne pieniądze.
Nie oszukujmy się.
Idąc dalej – świadome podejście do leczenia farmakologicznego.
Leki nie są złe same w sobie.
I jak najbardziej się z tym zgadzam, i tego nie neguję.
Mogą być ogromnym ratunkiem.
I sam niejednokrotnie w swojej praktyce – tak jak ci już wcześniej mówiłem –
zwracałem się do swoich klientów z sugestią, żeby sięgnęli po pomoc specjalisty.
Żeby wstali z tego łóżka…
ale od razu później – zameldowali się u mnie.
Albo u jakiegokolwiek innego specjalisty, którego sobie wybiorą –
tak, żeby wykonać pracę, którą finalnie mają do wykonania.
Bo leki za nich – i za ciebie – tego nie zrobią.
Nie mogą być celem samym w sobie.
Tylko środkiem – do uzyskania przestrzeni na pracę nad sobą.
A to właśnie zostało powiedziane.
Psychoterapia.
Hipnoterapia.
Terapia behawioralna.
I tak dalej, i tak dalej.
To klucz do długofalowego zdrowienia.
Praca z lękiem, traumą, schematami myślenia i tak dalej.
Budowanie zdolności do regulacji emocji bez leków.
Zmienianie schematu myślenia.
Zamiast:
„Czuję lęk – muszę coś brać”,
masz:
„Czuję lęk – to sygnał, że coś wymaga mojej uwagi. Co mogę z tym zrobić?”
Czyli: twoja odpowiedź na to, co czujesz.
Akceptacja wszystkiego tego, co czujesz.
I zajęcie się tym, co jest do zrobienia.
Według chociażby modelu Shomy Mority,
efekt będzie taki, że – nie dość, że zrobiłeś to, co miałeś zrobić –
to jeszcze emocje – w cudzysłowie – same się wyregulowały.
Czyli finalnie – tak czy siak – wszystko to prowadzi do:
akceptacji tego, co czujesz i jak czujesz,
a nie do ucieczki i odpychania i odtrącania tego od siebie.
I jako podsumowanie…
SSRI i podobne leki nie uzależniają biologicznie,
tak jak alkohol czy inne używki.
Ale mogą psychicznie i behawioralnie uzależniać…
od schematu unikania emocji.
Bo prawdziwe zdrowienie to nie tylko tłumienie objawów.
Ale praca nad ich źródłem.
A nawet nie nad ich źródłem –
tylko skupienie się na tu i teraz
i korzystanie z neuroplastyki, którą masz całkowicie za darmo…
…a i tak z niej nie korzystasz.
Bo wydaje ci się, że takie proste rzeczy nie mogą działać.
I niby ci się wydaje, że to proste.
Trwa 5–10 minut dziennie.
A i tak tego nie robisz, bo ci się nie chce.
I to jest podsumowanie.
To był Bartłomiej Florek,
oproblemachinaczej.pl