SUKCES(JA) – WYGRYWAJ mimo wszystko

SUKCES(JA) – WYGRYWAJ mimo wszystko – Jak odnieść sukces w życiu i w pracy?

 

Jeśli wolisz odsłuchać

 

Zanim wejdziesz w ten program, musisz wiedzieć jedno:
to nie jest kurs motywacyjny.
To nie podręcznik „jak wygrać i odnieść sukces w 5, 10, 200 krokach”
Nie sądzisz, że gdyby te podręczniki działały, to w gronie swoich znajomych miałbyś
co najmniej 5 miliarderów i mistrzów świata?
Przygotowanie tego programu zajęło mi kilka dobrych lat, bo tak naprawdę jest to
zbiór filozofii, z którą zetknąłem się podczas procesu tworzenia
“oproblemachinaczej”, a co za tym idzie – robienia wyników z ludźmi (od rekordów
Guinnessa, po zarabianie setki baniek rocznie, a kończąc nawet na psychozach, z
którymi mieli do czynienia). Po tych x latach zapisywania w swoim umyśle, notatniku,
zakreślania w książkach, i tak dalej, uznałem i pozwoliłem sobie skleić pewne
fundamenty w jedno mocniejsze i nadwyraz subtelne pierdolnięcie. I tak oto właśnie
powstał ten program.
Sukces(ja) – Wygrywaj mimo wszystko, to nie są słodkie słówka o „wierze w siebie”,
„balansie” i „pozytywnym myśleniu”.
To jest podręcznik człowieka, który chce wygrywać — naprawdę, brutalnie,
konsekwentnie, bez przeprosin. Nie daje Ci gotowych rozwiązań i jednej należytej
drogi, bo taka nie istnieje..
A nawet gdyby istniała, to przecież mogę zaprowadzić spragnionego konia do
wodopoju, ale ni chuja nie sprawię, że koń się napije. A to oznacza, że mimo tej
wartości, którą Ci tutaj dostarczam, tylko Ty decydujesz czy jakkolwiek z niej
skorzystasz.
W dalszej częściej będę bazować na filozofii ludzi, którzy nigdy nie pytali świata o
pozwolenie, a co za tym idzie – urywali światu dupę i potrafili naginać rzeczywistość
do swojej woli.

Tima Grovera, który uczył Jordana i Bryanta, i który CZUJE, powtarzam – CZUJE
wygrywanie lepiej niż ktokolwiek inny.
Donalda Trumpa, którego mentalność „sukces mimo wszystko” jest esencją
bezczelnej odwagi i odporności.
Michaela Jordana, który potrafił przegrywać tak, żeby wygrywać jeszcze więcej.
Kobego Bryanta, który zamienił obsesję w rzemiosło, a ból w przewagę
konkurencyjną.
Mike’a Tysona, symbolu surowej, nieokrzesanej siły i instynktu killera.
Adlera, Nietzschego, Junga, Seneki, Epikteta, czyli filozofów, którzy mieli odwagę
mówić o człowieku takim, jaki jest — nie takim, jakim chciałby być.
Napoleona, dla którego wygrywanie było nauką, nie przypadkiem.
Steve’a Jobsa, Dale’a Carnegiego, i wielu, wielu innych – WIELKICH, którzy moim
zdaniem mieli coś nie coś do powiedzenia.
To właśnie w ich stronę wyciągam rękę i biorę to, co działa.
Ich słowa, ich błędy, ich filozofię, ich patologie, ich wielkość.
Nie po to, żebyś się nimi zachwycał i spuszczał.
Po to, żebyś wziął z ich filozofii narzędzia, które możesz przełożyć na swoją,
własną.
Całość została podzielona na 3 części:
Część Pierwsza – Tim Grover jako ojciec chrzestny WYGRANEJ
Część Druga – Donald Trump i SUKCES mimo wszystko
Część Trzecia – Filozofia Wygrywania od WYGRYWAJĄCYCH
Jeszcze raz.. to nie jest program o inspiracji, ni chuja moim celem nie jest
“zainspirować Cię”, ale na pewno moim celem jest sprawić, byś mógł być skuteczny,
albo skuteczniejszy. I właśnie dlatego, jest to program o wygrywaniu mimo
wszystko.
Mimo strachu.
Mimo braku pewności.
Mimo zmęczenia.
Mimo tego, że życie cię czasem kopie w ryj bez ostrzeżenia.
Mimo twojego własnego gówna w głowie, które będzie ci mówiło „odpuść”, „zwolnij”,
„nie dasz rady”.
Tutaj uczymy się czegoś innego:
jak przyjmować ciosy i iść dalej.
Jak przestać się szczypać ze sobą.
Jak zamiast czekać na idealny moment — zacząć wygrywać w tym momencie, który
masz TERAZ.

A wszystko to, i tylko to. A wszystkiemu temu, i tylko temu — towarzyszyć będzie w
tej podróży mój wspaniały głos, od początku aż do końca. Głos czystszy niż Maria
zawsze dziewica przed pierwszą miesiączką, gładszy niż nóżki dwudziestoletniej
modelki z Instagrama i hipnotyzujący szybciej niż Ty zaczynasz rzucać kurwami,
kiedy tylko się potkniesz i udajesz, że nie możesz wstać.
Jeśli chcesz życia lekkiego, wygodnego, „spokojnego” —
to ten program ci się nie spodoba.
Bo wygrywanie nie jest spokojne.
Wygrywanie jest wojną.
Ale jeśli masz w sobie choćby gram człowieka, który wie, że jest stworzony do
czegoś więcej,
jeśli czujesz ten pieprzony wewnętrzny głód, którego nie potrafisz uciszyć,
jeśli wiesz, że masz potencjał, który domaga się zapłaty czynem —
to jesteś we właściwym miejscu.
Tutaj nauczysz się jednej rzeczy:
Jak zmienić siebie w człowieka, który nie tylko wygrywa,
ale którego wygrywanie staje się stylem życia.
Nie będziemy owijać w bawełnę.
Nie będziemy trzymać cię za rączkę.
Nie będziemy pielęgnować twoich usprawiedliwień.
Zrobimy coś znacznie bardziej wartościowego:
Zbudujemy i zbudujesz w sobie kogoś, kto wygrywa — nawet wtedy, kiedy nie
ma prawa wygrać.
Jeśli jesteś gotów, przechodzimy dalej.
A jeśli nie jesteś gotów, bo gotowość to fikcja — trudno, jebać to.. Wygrana nie
czeka na nikogo i na Ciebie też nie będzie.
Byłbym zapomniał.. Pamiętaj o pragmatyzmie, eklektyce i dwójmyśleniu. Ten
program to nie gotowa recepta od lekarza psychiatry, która i tak jest chuja warta.
Masz myśleć, weryfikować, podważać i CZUĆ (o czym powie Ci już zaraz Trump i
Grover) oraz pamiętać, że przedstawiam tutaj różne podejścia, które mogą być ze
sobą i wręcz winny być ze sobą sprzeczne. Jak tutaj, tak w odniesieniu do innych
moich publikacji, bo nie istnieje tylko jedna droga. Obgryź mięso, kość wyrzuć i
zapierdalaj, ale mądrze, nie ciężko.

 

Jak odnieść sukces w pracy

Część Trzecia – Filozofia Wygrywania od WYGRYWAJĄCYCH

 

Dłuższe fragmenty mamy już ogarnięte. Rozłożyliśmy je na czynniki pierwsze,
wyciągnęliśmy z nich esencję i wbiliśmy ją w fundament narracji o twardości,
działaniu i instynkcie. Ale to dopiero połowa układanki. Bo choć Grover i Trump robią
robotę — i jeszcze do nas wrócą, spokojnie — to nie są jedynymi, którzy mają coś
sensownego do powiedzenia o wygrywaniu, o dominacji, o prowadzeniu siebie za
mordę wtedy, kiedy inni klękają.

 

Czas więc sięgnąć szerzej. Do ludzi, którzy patrzyli na sukces i porażkę bez
romantyzmu. Do takich, którzy rozumieli, że świat nie nagradza intencji, tylko
rezultat. Że „chcieć” to tania waluta, a „zrobić” to jedyny kurs, który ma pokrycie.

 

Do tych, którzy — jak Jung, Frankl, Morita, Tyson, Kobe czy nawet Churchill — zostawili
po sobie zdania wbite w rzeczywistość jak gwoździe.
Teraz właśnie do nich przechodzimy.
Do cytatów, które nie są dodatkiem.
One są ostrzem.
A my tym ostrzem będziemy ciąć dalej.

 

 

„Odpoczywasz na końcu, nie w trakcie” Kobe Bryant

 

 

To jest dokładnie ten rodzaj bezlitosnej prawdy, która oddziela tych, którzy chcą
„trochę poprawić swoje życie”, od tych, którzy naprawdę chcą wygrywać. Kobe nie
mówi tu o balansie, mindfulness i dbaniu o energię. On mówi o priorytetach.
Jeśli masz cel, który coś znaczy — nie zatrzymujesz się w połowie drogi tylko
dlatego, że boli.

 

Odpoczynek w trakcie to luksus dla sytych, nie dla głodnych.
Mentalność Mamby to nie poetycki koncept. To twardy kod, który mówi:
„Skoro postanowiłeś, to teraz zapłać. W całości. Z góry.”
Bez jęczenia, bez negocjacji.

 

I tu genialnie wchodzi Jung:
„To, czemu stawiasz opór, trwa. To, co akceptujesz — możesz przekształcić.”

 

Kobe akceptował zmęczenie. Nie robił z niego dramatu. Zmęczenie nie było powodem, by przestać — było dowodem, że idzie w dobrym
kierunku.
Mike Tyson dorzuca cegłę do tej samej ściany:
„Dyscyplina to robienie tego, czego nienawidzisz, tak jakbyś to kochał.”
I nagle wszystko się składa.
Najpierw robota, potem nagroda.
Nigdy odwrotnie.
A Michael Jordan zamyka całość jeszcze mocniej:
„Mogę zaakceptować porażkę. Nie zaakceptuję braku próby.”
W praktyce oznacza to tyle:
Możesz paść na ryj na końcu.
Ale nie masz prawa siadać po drodze tłumacząc się zmęczeniem, stresem czy
„gorszym dniem”.

Kobe mówi wprost:
„Odpoczywasz na końcu, bo dopiero na końcu zasługujesz na odpoczynek.”
I taka jest różnica między wygrywającymi a całą resztą.
Wygrywający kończą robotę.
Cała reszta… odpoczywa w trakcie.

„Droga na skróty zawsze jest najdłuższa.”
To zdanie jest tak cholernie prawdziwe, że powinno wisieć nad wejściem do każdej
siłowni, kancelarii, biura, a najlepiej — na lustrze w łazience, żeby rano
przypominało ci, kim jesteś, kiedy nikt nie patrzy.
Droga na skróty to obietnica bez pokrycia.
Świecidełko dla niecierpliwych.
Pułapka dla tych, którzy wierzą, że można przeskoczyć proces, zamiast go przejść.
Jung powiedział:
„Nie stajesz się oświecony, wyobrażając sobie światło — ale czyniąc
świadomą ciemność.”
Droga na skróty to właśnie ta naiwna wizja światła bez przejścia przez mrok, bez
konfrontacji z cieniem.
A potem człowiek wraca… do punktu wyjścia. Tylko bardziej zmęczony,
sfrustrowany i z poczuciem, że „coś z nim nie tak”.
Chris Hyatt wali jeszcze mocniej:
„Ludzie chcą zmiany, ale nie chcą zapłacić ceny.”
Droga na skróty to próba znalezienia promocji na własne życie.
A tu nie ma promocji.
Jest rachunek — i płacisz go zawsze w całości.
Kobe Bryant mówił wprost:
„Jeśli nie inwestujesz w ból, nie dostaniesz nagrody.”
A Jordan dołożył:
„Każdy próbuje znaleźć łatwiejszy sposób. Ale nie ma łatwiejszego sposobu.”
I to jest sedno.
Droga na skróty jest najdłuższa, bo:
● prowadzi cię w kółko,
● nie buduje charakteru,

● omija lekcje, które i tak wrócą,
● zostawia cię słabszym, nie mocniejszym,
● i kończy się zawsze w tym samym miejscu: na początku.

A Donald Trump — zaskakująco trafnie — uderza w ten sam temat:
„Doświadczenie przychodzi w wyniku działania i jest związane z ryzykiem.”
Droga na skróty to ucieczka od ryzyka.
A ucieczka od ryzyka to ucieczka od własnej siły.
Dlatego wygrywający wiedzą jedno:
Idziesz twardo, krok po kroku. Bo tylko droga przejścia naprawdę skraca
dystans.
„Większość ludzi ponosi porażki, zamiast odnosić sukcesy, ponieważ
wymieniają to, czego chcą najbardziej, na to, czego chcą w danej chwili.” —
Napoleon

To jest jedno z najbardziej bezlitosnych zdań, jakie kiedykolwiek wypowiedziano o
ludzkiej naturze. Napoleon trafia tu w punkt tak celnie, że aż boli — bo odsłania
mechanizm, który zabija marzenia szybciej niż porażka, bieda czy brak talentu.
Ludzie przegrywają nie dlatego, że nie są wystarczająco mądrzy, zdolni czy
uprzywilejowani.
Ludzie przegrywają, bo zdradzają siebie — w mikrochwilach.
W tych małych decyzjach, które wydają się niewinne:
– odpuszczę trening,
– jutro zacznę,
– odpocznę teraz,
– pierdolę, nie chce mi się,
– zrobię to, kiedy „będę gotowy”.
I nagle mija rok.
Potem pięć.
Potem dziesięć.
A na końcu okazuje się, że zamieniłeś całe swoje życie na… chwilowy komfort.
Kobe Bryant powiedział to samo, tylko bardziej bezpośrednio:
„Robię to, czego inni nie chcą robić. Dlatego mam to, czego inni nie mają.”
A Grover dodałby:
„Wygodę zostaw ludziom przegranym.”

Jung też idealnie wpasowuje się w to zdanie, bo mówił, że człowiek staje się sobą
dopiero wtedy, gdy zaczyna żyć zgodnie z tym, czego chce najgłębiej, a nie tym, co
daje natychmiastową ulgę.
A ulga to najdroższa waluta świata — kosztuje cię wszystko, włącznie z
przyszłością.
Napoleon w swoim stylu mówi:
„Przegrywasz, bo wymieniasz przyszłego siebie na obecnego siebie.”
A obecny ty często jest leniwy, zmęczony, rozkojarzony, głodny dopaminy,
szukający łatwej nagrody.
Przyszły ty — ten, który mógłby wygrać — zostaje wystawiony jak frajer za dwie
sekundy przyjemności.
Jordan trafia w to samo:
„Nigdy nie pozwoliłem, by wygoda stanęła mi na drodze do wielkości.”
I to jest sedno:
Wygrywa ten, kto potrafi odmówić sobie teraz, żeby zdobyć więcej później.
Przegrywa ten, kto nie potrafi odmówić sobie teraz — i traci wszystko później.
To nie jest filozofia.
To matematyka życia.
Gdzie każda mała decyzja jest transakcją między tym, kim jesteś, a tym, kim
możesz być.
Dlatego zwycięzcy mają jedną powtarzalną cechę:
są gotowi poświęcić chwilową przyjemność dla długoterminowej dominacji.
Reszta oddaje przyszłość za 15 sekund komfortu — i nazywa to pechem.

„Spudłowałem ponad 9000 rzutów w swojej karierze. Przegrałem prawie 300
meczów. 26 razy powierzono mi rzut na zwycięstwo i nie trafiłem. Zawodziłem
raz za razem, wciąż od nowa, przez całe swoje życie. I właśnie dlatego
odniosłem sukces.” — Michael Jordan

Jordan w tych kilku zdaniach rozjebał w pył cały mit perfekcji, talentu, „specjalnych
predyspozycji” i boskości zwycięzców.
On mówi wprost:
„Jestem najlepszy na świecie nie dlatego, że wygrywałem — tylko dlatego, że
przegrywałem więcej niż większość ludzi ma odwagi spróbować.”

To jest właśnie to, czego większość nie rozumie:
sukces to statystyka, a nie magia.
Niewygodna, brutalna statystyka, w której wygrywają ci, którzy przeżyli więcej
porażek niż przeciętny człowiek ma odwagi znieść.
Jordan mówi o 9000 spudłowanych rzutach.
Ludzie mówią o talencie.
Jordan mówi o przegranych 300 meczach.
Ludzie mówią o „genetyce zwycięzcy”.
Jordan mówi o 26 niecelnych rzutach na zwycięstwo.
Ludzie mówią o „darze od Boga”.
To jest ta różnica między tym, kto stoi na podium, a tym, kto siedzi na trybunach i
komentuje.
Tu idealnie pasuje Thomas Edison:
„Nie poniosłem porażki. Po prostu znalazłem 10 000 rozwiązań, które nie
działały.”
I dlatego Edison coś wynalazł, a reszta… ocenia jego metody.
Grover, trener Jordana, mówił ciągle to samo:
„Zwycięzca nie boi się porażki. On się nią karmi.”
Karmi.
Bo porażka jest paliwem.
Porażka to dane.
Porażka to informacja, której nie dostaniesz w żaden inny sposób.
To dlatego Churchill powiedział:
„Sukces to przechodzenie od porażki do porażki bez utraty entuzjazmu.”
Ludzie myślą, że zwycięzcy odnoszą sukces pomimo porażek.
Prawda?
Oni odnoszą sukces dzięki porażkom.
Bo porażka to test — test twojej psychiki, charakteru, wytrzymałości, obsesji.
To laboratorium, w którym waży się twoja przyszła siła.
Jordan nie jest legendą pomimo tych 9000 spudłowanych rzutów.
On jest legendą właśnie dlatego, że ich nie unikał.
Większość ludzi przy 10 porażkach pęka.
Przy 100 — poddaje się.
Przy 1000 — nawet nie trzeba ich namawiać, już są martwi psychicznie.
Jordan miał 9000 — i WSZYSTKO WCIĄŻ ROBIŁ.
To jest różnica.

To jest esencja wygrywania:
Zawiodłem wiele razy.
Ale to tylko dlatego, że próbowałem więcej razy niż ty.
I to jest cała prawda, którą ludzie wolą zagłuszać motywacyjnymi pierdołami.
Bo prawda jest taka, że sukces kocha tylko jedną rzecz:
upór w ciszy i porażki w nieskończoność.
Jordan to zrozumiał.
Dlatego świat zapamiętał jego imię, a nie imiona tych, którzy bali się spudłować.

„Powiedz mi, kto nie wie, czego chce — a ja powiem, kto zniszczy twój fokus.”
— Carnegie

To zdanie Carnegiego to czysta dynamitowa prawda o środowisku, które albo cię
buduje, albo cię rozkurwia.
Bo ludzie, którzy nie wiedzą, czego chcą, są jak emocjonalne czarne dziury:
ciągną twoją energię, twoją uwagę, twoje zasoby — wszystko, czego sam
potrzebujesz, żeby iść do przodu.
I tu jest najważniejsze:
oni nie robią tego specjalnie.
Oni po prostu żyją w chaosie.
A chaos jest zaraźliwy.
Ktoś, kto nie ma kierunku, zawsze będzie przeszkodą dla tego, kto kierunek ma.
Bo jak powiedział Seneka:
„Dla tego, kto nie wie, dokąd zmierza, każdy wiatr jest przeciwny.”
A człowiek bez kierunku ciągnie cię w miejsca, których nie wybrałeś — bo sam nie
ma kompasu, więc będzie używać twojego.
Carnegie mówi brutalnie:
takie osoby niszczą twój fokus.
Nie dlatego, że są złe.
Dlatego, że są… puste.
A pustka chce być wypełniona — twoją uwagą, twoim pocieszeniem, twoim czasem,
twoją mentalną przestrzenią.

Jordan Peterson powiedział:
„Jeśli ktoś tonie i nie wie, jak pływać — nie pozwól mu wciągnąć cię pod
wodę.”
I to jest to.
Ludzie bez celu nie tylko sami stoją w miejscu — oni potrafią zatrzymać każdego,
kto próbuje iść naprzód.
Grover w Relentless pisał jeszcze ostrzej:
„Otaczają cię albo baterie, albo dreny. Baterie doładowują, dreny wysysają.”
A kto jest największym drenem?
Ten, kto sam nie wie, po co żyje.
Bo człowiek bez własnej misji zawsze stanie się przeszkodą w misji kogoś innego.
To dlatego Elon Musk mówił:
„Uważaj, z kim się zadajesz — lenistwo i brak ambicji są bardziej zaraźliwe niż
wirusy.”
I to jest sedno tego cytatu:
Jeśli chcesz być skupiony jak laser — trzymaj się z daleka od ludzi, którzy żyją
jak reflektor na wietrze.
Bo ich brak kierunku stanie się twoim brakiem postępu.
W skrócie:
Chcesz chronić swój fokus?
Chroń go przed ludźmi, którzy nie mają własnego.

„Lew może stracić zęby, ale nigdy nie straci apetytu.”

To zdanie to metafora absolutnej wewnętrznej siły.
Nie fizycznej.
Nie materialnej.
Psychicznej.
Tej, której nie da się zabrać żadną stratą, porażką czy starciem z życiem.
Lew bez zębów nie przestaje być lwem.
Bo apetyt na życie, na zdobycz, na walkę, na dominację — to nie jest kwestia
uzębienia.
To jest kwestia instynktu, tożsamości, tego wewnętrznego ognia, którego nic i nikt
nie może zgasić.

I tu jest cały sekret wygrywania.
Wygrywa nie ten, kto ma najlepsze warunki, zasoby, narzędzia czy „zęby”.
Wygrywa ten, kto nigdy nie traci apetytu.
Mike Tyson powiedział kiedyś:
„Każdy ma plan… dopóki nie dostanie w mordę.”
Ale prawdziwy wojownik po ciosie nie traci głodu.
On wręcz głodnieje bardziej.
To samo mówił Grover:
„Zwycięzca chce wygrać nawet wtedy, kiedy nie ma czym.”
I to jest właśnie ten lew.
Osłabiony? Tak.
Zraniony? Pewnie.
Pozbawiony narzędzi? Może.
Ale w środku… ta sama dzika żądza, ten sam głód, to samo DNA wygrywania.
Jung dopowiada do tego filozoficzne tło:
„Człowiek poznaje swoją siłę dopiero wtedy, gdy nie ma już nic poza sobą.”
Zęby to narzędzie.
Apetyt to istota.
Możesz stracić narzędzia — ale nie możesz stracić siebie, chyba że sam na to
pozwolisz.
Napoleon to podsumował idealnie:
„Moralna siła jest trzy razy ważniejsza niż fizyczna.”
Lew bez zębów dalej ma moralną siłę.
Dalej ma instynkt, który prowadzi go w stronę tego, co należy do niego.
I teraz uwaga — to właśnie ma bezpośredni związek z wygrywaniem.
Bo wygrywający nie są tymi, którzy mają wszystko.
Wygrywający to ci, którzy przetrwają momenty, w których nie mają nic — poza
głodem.
Głód to paliwo.
Umiejętności to tylko narzędzia.
A narzędzia można odbudować.
Można wyostrzyć.
Można odzyskać.
Apetytu — jeżeli jest prawdziwy — nie trzeba odzyskiwać.
On pali się cały czas.
Właśnie dlatego w sporcie, biznesie i życiu mówi się, że:
„forma przemija, charakter zostaje.”

Lew może stracić formę.
Może stracić siłę.
Może stracić zęby.
Ale jeśli nie straci charakteru — dalej jest zagrożeniem.
I dalej jest zwycięzcą, nawet jeśli chwilowo wygląda jak przegrany.

„Ten, kto nie wie, dokąd zmierza, zawsze krytykuje tych, którzy już są w
drodze.” — Carnegie

To zdanie Carnegiego to jak plaskacz w ryj dla całej populacji ludzi, którzy sami stoją
w miejscu, ale mają najwięcej do powiedzenia o tych, którzy ruszyli. I nie chodzi o to,
że oni „nie chcą dobrze” — chodzi o to, że nie mają kierunku, więc czepiają się
tych, którzy kierunek mają.
Bo człowiek, który nie zna swojego celu, nie ma busoli — więc jego jedyną reakcją
na kogoś, kto idzie naprzód, jest krytyka, kpina, podważanie i próba ściągnięcia go z
powrotem do swojego poziomu.
Seneka powiedział to inaczej:
„Kto nie zna portu, do którego płynie, dla tego każdy wiatr jest przeciwny.”
A człowiek bez portu… zawsze stanie się sztormem w twojej podróży.
Carnegie trafia w sam rdzeń mechanizmu:
im bardziej jesteś w drodze, tym bardziej będą cię krytykować ci, którzy nie
są.
Bo twoje działanie przypomina im o ich bezczynności.
Twoje postępy — o ich stagnacji.
Twój kierunek — o ich chaosie.
Dlatego właśnie Grover mówił w Relentless:
„Kiedy idziesz na szczyt, większość ludzi będzie ci przeszkadzać — nie
dlatego, że cię nienawidzą, ale dlatego, że ty im przypominasz, że stoją w
miejscu.”
To jest też czysty Jung:
ci, którzy nie skonfrontowali swojego cienia, będą projektować go na ciebie.
Zamiast zapytać: „Dlaczego nie jestem w drodze?”, wolą powiedzieć: „Po co tak
biegniesz?”

Bo krytyka to mechanizm obronny ludzi, którzy nie mają jaj, żeby iść własną ścieżką.
I teraz najważniejsze — co to ma wspólnego z wygrywaniem?
Wszystko.
Cała twoja droga do sukcesu będzie otoczona krytyką ze strony tych, którzy nigdy
nie ruszyli.
To jest koszt biletu.
To jest echo, które słyszy każdy, kto zbudował cokolwiek większego niż własny
komfort.
Napoleon pisał, że ludzie atakują tylko wtedy, gdy widzą, że idziesz naprzód.
A Jordan mówił:
„Zawsze będą mówić. Pytanie, czy ty będziesz robić.”
I to jest dokładnie ta lekcja:
krytyka ze strony stojących w miejscu jest dowodem, że jesteś w ruchu.
Gdybyś stał obok nich — milczeliby.
Ale jesteś w drodze, więc muszą szczekać.
To nie jest problem.
To jest potwierdzenie.
W skrócie:
Ten, kto nie wie, dokąd zmierza, zawsze będzie cię krytykował.
A ten, kto wie — nigdy nie będzie miał na to czasu.

„Lenistwo jest zaraźliwe tak jak kaszel.”

Absolutna prawda o środowisku, w którym człowiek albo rośnie, albo gnije.
Lenistwo naprawdę jest jak kaszel — wystarczy, że stoisz obok kogoś, kto nim
„zakaża”, i zanim się obejrzysz, sam zaczynasz oddychać tak samo płytko, robić tak
samo mało i myśleć tak samo usprawiedliwiająco.
Otoczenie nie tylko wpływa na ciebie — ono cię modeluje.
A leniwi ludzie mają jedną wspólną cechę: szukają świadków własnego braku
ambicji.
Nie chcą być sami w swojej bezczynności, więc będą próbować przeciągnąć cię na
swoją stronę.
Tak jak kaszlący w autobusie nie musi się nawet starać — wystarczy, że jest obok.
To dlatego Jordan Peterson mówił:
„Otaczaj się ludźmi, którzy chcą dla ciebie najlepszego — to rzadkie.”

Większość chce, żebyś był taki jak oni.
A jeśli oni są leniwi, to twoja ambicja będzie dla nich wyrzutem sumienia.
I zrobią wszystko, żeby ci ją wyperswadować.
Grover powiedział jeszcze mocniej:
„Nie możesz latać, jeśli siedzisz wśród kur.”
A leniwi ludzie to właśnie te kury — grzebiące, dziobiące, zadowolone z byle czego,
obrażone na świat za to, że ktoś ma odwagę mierzyć wyżej.
Napoleon trafia w to samo:
„Ludzie wolą równość w nędzy niż nierówność w dobrobycie.”
Leniwi chcą, żebyś zwolnił, nie dlatego że to cię uszczęśliwi, ale dlatego że wtedy
nie będą się tak źle czuć ze sobą.
I teraz — jak to się ma do wygrywania?
Bezpośrednio.
Wygrywanie wymaga energii.
Fokusu.
Dyscypliny.
Mocy działania.
A lenistwo to rak tych cech.
Wystarczy jeden leniwy człowiek w twoim otoczeniu, żeby dzień, tydzień albo cały
projekt zaczął się rozpierdalać na części.
Bo lenistwo nie mówi: „zwolnij na chwilę”.
Lenistwo mówi: „zrób to jutro… albo nigdy.”
To toksyna, która nie działa jednorazowo — ona działa w dawkach.
I zanim się zorientujesz, zaczynasz myśleć jak oni:
„Nie chce mi się dzisiaj”,
„Może później”,
„Może jutro”,
„Może jak będę bardziej zmotywowany”.
A potem mija rok.
I zostaje tylko pustka.
Dlatego mistrzowie — Kobe, Jordan, Tyson, Jobs — wszyscy powtarzali to samo:
„Strzeż swojego otoczenia jak własnego życia.”
Bo to, co masz obok siebie, tym się stajesz.
Lenistwo jest zaraźliwe.
Ale tak samo zaraźliwe jest wygrywanie.
I to jest jedyna epidemia, w której warto brać udział.

„Nie jedz obiadu z kimś, kto nie wie, po co jutro wstanie z łóżka.” — Carnegie

Carnegie nie mówi tu o jedzeniu.
On mówi o bliskości, o wpuszczaniu ludzi do swojego stołu, do swojego czasu,
do swojej energii, do swojego życia.
Bo jeżeli ktoś nie wie, po co jutro wstanie, to znaczy, że jego życie nie ma
kierunku.
A człowiek bez kierunku jest jak dziura w kadłubie statku — może i nie zatopi cię od
razu, ale będzie powoli spuszczał wodę z twojej motywacji, twojej ambicji, twojego
ognia.
To zdanie jest brutalne, ale sprawiedliwe.
Bo ludzie, którzy nie wiedzą po co żyją, zawsze będą spowalniać tych, którzy
wiedzą.
Nie dlatego, że chcą źle.
Dlatego, że ich chaos zacznie być twoim chaosem.
Seneka powiedział:
„Jeśli nie wiesz, do jakiego portu płyniesz, żaden wiatr nie będzie ci sprzyjał.”
A człowiek bez portu zawsze będzie ciągnął twój statek w bok.
To też Jung w czystej postaci:
„Kto nie przeżywa własnego przeznaczenia, będzie musiał przeżywać cudze.”
A jeśli wejdziesz zbyt blisko takiej osoby — będziesz przeżywał jej bezcelowość
jako swoje wypalenie.
Grover wbił w Relentless dokładnie to samo:
„Twoje otoczenie musi być tak obsesyjnie ukierunkowane jak ty. Jeśli nie jest
— wyrzuci cię z rytmu.”
Bo ktoś, kto nie ma powodu, by jutro wstać, nie będzie wspierał twojego powodu.
On go nie zrozumie.
On go osłabi.
A Jordan Peterson dorzucił jeszcze ostrzej:
„Nie pozwalaj ludziom, którzy nie uporządkowali własnego życia, doradzać w
twoim.”
I teraz — związek z wygrywaniem?
Bezpośredni.
Wygrywanie wymaga fokusu, energii i środowiska, które nie sabotuje twojej trasy.
Jeśli siadasz przy stole z ludźmi bez celu, to przyjmujesz ich tempo, ich narrację, ich
brak głodu.

A wygrywanie to gra dla głodnych.
Napoleon powiedział:
„Mów mi o człowieku, z którym jada obiady twoje życie — a powiem ci, kim się
staniesz.”
To dlatego zwycięzcy wybierają towarzystwo tak samo ostro jak wybierają cele.
Bo wiedzą, że ludzie bez jutra potrafią odebrać ci twoje.
Nie jedz obiadu z kimś, kto nie wie, po co jutro wstanie z łóżka.
Bo możesz obudzić się obok kogoś, kto już cię zainfekował swoim brakiem
celu.

„Kreatywność nie polega na nieskończonym wyborze, tylko na tym, CO robisz,
gdy nie masz żadnego.”

Prawdziwa kreatywność nie rodzi się wtedy, gdy masz 100 opcji.
Rodzi się wtedy, gdy masz zero opcji — i dalej musisz znaleźć drogę.
To jest twórczość, która nie pachnie farbą i fajnym klimatem.
To jest twórczość, która pachnie potem, desperacją, presją czasu, brakiem
możliwości i jedną myślą:
„Muszę wymyślić coś z niczego.”
I właśnie dlatego to zdanie ma tak ogromny związek z wygrywaniem.
Bo zwycięzcy nie są najlepszymi „wybieraczami”.
Zwycięzcy są najlepszymi wynalazcami rozwiązań w sytuacji, gdy zwykły
człowiek by się poddał.
Kobe mówił:
„Jeśli nie masz wyjścia — stwórz je.”
A Grover dopowiadał bez litości:
„Wygrańcy nie szukają możliwości. Oni je wymuszają.”
Właśnie o tym jest ta kreatywność:
Nie o pięknym myśleniu, tylko o brutalnej zaradności.
O tym, co robisz, gdy świat nie oferuje ci żadnej bramy — więc bierzesz młot i
robisz własną.
Jung powiedział:
„Kiedy sytuacja bez wyjścia zmusza cię do ruchu, zaczyna działać twoja
prawdziwa natura.”

A twoja prawdziwa natura jest najbardziej kreatywna właśnie wtedy, gdy jesteś
przyparty do muru.
Napoleon trafia idealnie w tę samą nutę:
„Wojna jest serią problemów, które trzeba rozwiązać — i zwycięża ten, kto
rozwiązuje je szybciej.”
To nie jest kreatywność jako sztuka.
To jest kreatywność jako broń.
I w kontekście wygrywania to jest kluczowe:
Nie wygrywa ten, kto ma najwięcej wyborów.
Wygrywa ten, kto potrafi działać, gdy wyborów nie ma wcale.
To dlatego Elon Musk powtarza:
„Jeśli nie masz drogi, zbuduj ją. Jeśli nie masz zasobów, stwórz je. Jeśli nie
masz możliwości — wymuś je.”
Bo kreatywność nie jest luksusem.
Jest strategią przetrwania.
Jest twardym, przyziemnym: „Co TERAZ mogę zrobić, skoro wszystko wygląda
na zamknięte?”
A tam, gdzie inni by usiedli i płakali, zwycięzcy tworzą — nie dlatego, że chcą, ale
dlatego, że muszą.

„Ludzie, którzy naprawdę muszą coś zrobić, nie muszą wiedzieć jak. Po prostu
robią.”

To zdanie jest czystą destylacją prawdy o działaniu.
Nie o planowaniu.
Nie o analizowaniu.
O działaniu — tym pierwotnym, instynktownym, niepodrabialnym.
Bo gdy człowiek naprawdę musi coś zrobić, to nie szuka idealnej metody, kursu,
tutorialu, gwarancji, aprobaty ani perfekcyjnej strategii.
On po prostu rusza.
Rękami, nogami, zębami, intuicją, błędami, improwizacją — jakkolwiek, byle do
przodu.
To jest różnica między „chcieć” a „musieć”.
Chcieć — to abstrakcja.
Musieć — to paliwo rakietowe.

To dlatego Victor Frankl powiedział:
„Ten, kto ma swoje dlaczego, zniesie każde jak.”
Kiedy masz powód, który pali cię od środka, sposób zawsze się znajdzie.
Zawsze.
Bo brak sposobu jest problemem ludzi letnich, nie zdeterminowanych.
Grover mówił wprost:
„Zwycięzcy nie pytają jak. Oni pytają kiedy zaczynamy.”
Bo działanie nie jest efektem planu.
Działanie jest efektem wewnętrznej konieczności.
I dokładnie dlatego to zdanie ma tak silny związek z wygrywaniem.
Wygrywający nie wygrywają dzięki wiedzy — wygrywają dzięki natychmiastowej
gotowości do ruchu.
Zanim pojawi się lęk.
Zanim zacznie się nadmiar myśli.
Zanim inni zaczną mówić, że „to nie takie proste”.
Michael Jordan powtarzał, że jego przewaga polegała na tym, że zaczynał działać
szybciej niż miał czas zastanowić się nad porażką.
A Kobe?
„Nie musisz być gotowy. Musisz być dostępny.”
Czyli: obecny. W ruchu. W decyzji.
To zdanie odsłania też coś brutalnie jungowskiego:
prawdziwa siła człowieka ujawnia się, gdy przestaje szukać gwarancji, a
zaczyna polegać na instynkcie.
Gdy nie wie jak, ale czuje że musi.
Bo „jak” zawsze przychodzi po drodze.
Nigdy przed.
Napoleon mówił:
„Wejdź w bitwę, a zobaczysz — pojawią się rozwiązania.”
I to działa w każdej dziedzinie.
Świat nagina się nie pod tych, którzy wiedzą, jak.
Świat nagina się pod tych, którzy zaczęli zanim wiedzieli.
Dlatego zwycięzcy są niebezpieczni:
bo nawet jeśli nie znają drogi — oni ją wydeptają.
I właśnie dlatego przegrywający nigdy nie dogonią zwycięzców.
Ci pierwsi czekają na instrukcję.
Ci drudzy działają bez niej.

„Niektóre lata wygrywasz. Niektóre lata budujesz charakter.” — Steve Jobs

Jobs wali w samo sedno: w życiu są lata, kiedy zbierasz owoce… i lata, kiedy
orzesz ziemię jak wołek.
Jedne karmią twoje ego.
Drugie karmią twoją duszę.
I właśnie te drugie są ważniejsze.
Zwycięstwa są nagrodą.
Ale charakter jest fundamentem.
Zwycięstwa mogą być przypadkiem, zbiegiem okoliczności, momentem formy.
Charakter — nigdy.
To dlatego Grover mówił:
„Wygrywasz dzięki temu, kim jesteś, nie dzięki temu, co robisz.”
A „kim jesteś” rodzi się właśnie w latach, które nie wyglądają jak sukces.
Lata porażek, stagnacji, niepewności, bólu, szlifu — to są lata, w których
wszechświat robi ci upgrade.
Lata, kiedy nie masz nagród.
Lata, kiedy nikt cię nie oklaskuje.
Lata, kiedy zapierdalasz po ciemku i jedyne, co masz, to twoje własne „dlaczego”.
Frankl powiedział:
„Sens rodzi się w bólu, nie w komfortu.”
A Jobs był uosobieniem tej zasady — wyrzucony z własnej firmy, przeszedł piekło,
wrócił, i dopiero wtedy stał się ikoną, którą świat pamięta.
To też jest brutalnie jungowskie:
„Człowiek nie stanie się sobą, jeśli ominie okresy cierpienia.”
W latach, które wygrywasz, nic nie musisz zmieniać.
W latach, które cię niszczą — zmieniasz wszystko.
I tu jest najważniejsze:
oba typy lat są potrzebne do wygrywania.
Sukces potrzebuje momentów triumfu…
Ale jeszcze bardziej potrzebuje lat kuźni — kiedy jesteś wrzucony do ognia, zanim
jeszcze zasługujesz na medal.
Napoleon trafia w to samo:
„Najsilniejsze armie tworzy się w najcięższych czasach.”

A Jordan powiedział to jeszcze dosadniej:
„Moje porażki stworzyły mnie bardziej niż moje zwycięstwa.”
Lata wygrane — dają ci pewność.
Lata przegrane — dają ci głębię.
A wielkość wymaga obu.
Dlatego zwycięzcy nie płaczą nad trudnymi sezonami.
Oni wiedzą, że gdy nie wygrywają… to właśnie wtedy się kształtują.
Niektóre lata wygrywasz.
Niektóre lata budujesz charakter.
A prawdziwe zwycięstwo przychodzi wtedy, kiedy oba zaczynają pracować
razem.

„Człowiek w równowadze to człowiek, który nie ma dokąd pójść.”

Prawda jest taka: równowaga jest dla ludzi, którzy przestali iść.
Dla tych, którzy stanęli na środku drogi i wmówili sobie, że to „cel”.
Ale to nie jest cel.
To jest stagnacja przebrana za mądrość.
Człowiek w równowadze — czyli taki, który nie czuje napięcia, presji, ciągnięcia w
przód — to człowiek, który się zatrzymał.
Bo każdy, kto ma dokąd pójść, ma siłą rzeczy zaburzoną równowagę.
Zawsze coś goni.
Zawsze coś buduje.
Zawsze coś jeszcze jest do zdobycia.
Jung powiedział to absolutnie trafnie:
„Wszystko, co ma wartość, rodzi się z napięcia przeciwieństw.”
Czyli nie z równowagi — tylko z tarcia.
Z dyskomfortu.
Z tego, że jeszcze nie jesteś tam, gdzie chcesz być.
Balans to luksus dla tych, którzy nie mają misji.
Dla tych, którzy nie chcą już iść.
Dla tych, którzy wolą owinąć stagnację kocem i nazwać to „zdrowiem psychicznym”.
Tylko że — jak mówił Nietzsche —
„Ten, kto ma cel, zniesie każde zaburzenie.”
Bo cel tworzy napięcie.

Napięcie tworzy ruch.
Ruch tworzy rozwój.
I właśnie dlatego to zdanie jest tak kluczowe dla wygrywania.
Wygrywanie to ciągły brak równowagi.
To pójście tam, gdzie jeszcze nie byłeś.
To bycie przesuniętym, rozciągniętym, czasem nawet połamanym — ale w kierunku,
który ma sens.
Grover napisał:
„Wygrywający nigdy nie szukają balansu.
Wygrywający szukają przewagi.”
A przewaga nie powstaje z równowagi — tylko z intensywności.
Jordan mówił:
„Nigdy nie byłem w równowadze. Zawsze byłem w pościgu.”
I to jest właśnie sedno:
Człowiek w równowadze to człowiek, który nie musi już walczyć.
Nie musi się rozwijać.
Nie musi niczego zdobywać.
A jeśli nie masz dokąd pójść — nie możesz wygrać.
Bo wygrywanie jest ruchem.
Zawsze ruchem.
Ciągłym.
Niedoskonałym.
Bolesnym.
Nie w balansie, tylko w napięciu.
W skrócie:
Równowaga jest końcem drogi.
Napięcie jest początkiem zwycięstwa.

„Zmiana nie dzieje się przez zrozumienie. Zmiana dzieje się przez praktykę.” —
Joe Dispenza

Zrozumienie to tylko teoria.
A teoria bez praktyki to mentalna masturbacja — przyjemna, inspirująca, ale
kompletnie bezproduktywna.

Dispenza mówi wprost:
„Nie staniesz się innym człowiekiem, jeśli będziesz tylko rozumieć, jak ten
człowiek działa.
Musisz zacząć żyć jak on.”
I to właśnie jest prawda, którą przyjmują wygrywający, a od której uciekają wszyscy
pozostali.
Ludzie mylą wiedzę z transformacją.
Myślą, że jak zrozumieli, to już „poszło”.
Gówno poszło.
Zrozumienie to dopiero zaproszenie — nie wejście.
To dlatego Grover powtarzał:
„Większość ludzi wie, co trzeba zrobić.
Ale tylko nieliczni to robią.”
Zwycięzcy nie są mądrzejsi.
Są praktyczniejsi.
Nie siedzą i nie analizują, „czy to ma sens”, tylko sprawdzają to w boju.
Seneka trafia w to samo:
„Nie uczymy się dla szkoły, lecz dla życia.”
Czyli: prawdziwa nauka to praktyka.
A praktyka to dyskomfort, chaos, błędy, pot, poprawki i powtarzanie, dopóki nie
zaczniesz działać na nowym poziomie automatycznie.
Jung dopowiada duchową stronę tej zasady:
„Wiedza nie zmienia człowieka.
Zmienia go doświadczenie.”
Doświadczenie rodzi się ze stosowania wiedzy, nie z samego jej posiadania.
I właśnie dlatego to zdanie ma potężny związek z wygrywaniem.
Bo wygrywanie nie jest intelektualne.
Wygrywanie to czynności, powtarzalne zachowania, rutyny, odruchy, decyzje
podejmowane setki razy dziennie.
Zwycięzca nie rozumie lepiej — zwycięzca robi częściej.
Kobe Bryant był chodzącym dowodem tej zasady:
„Możesz mnie pokonać talentem.
Ale nigdy nie pokonasz mnie pracą.”
On nie wygrał przez analizę techniki rzutu z YouTube.
On wygrał, bo oddawał tysiące rzutów dziennie, bez względu na emocje,
natchnienie czy „zrozumienie biomechaniki”.

Napoleon idealnie to podsumował:
„Wiedza to potencjał.
Działanie to moc.”
I tu jest prawdziwa puenta:
Zmiana nie dzieje się w głowie.
Zmiana dzieje się w rękach, w nogach, w oddechu, w praktyce, którą powtarzasz
tak długo, aż staje się tobą.
Zrozumienie zaprasza.
Praktyka otwiera drzwi.
A wygrywanie zaczyna się dopiero po drugiej stronie.

„Nie obawiaj się cierpienia; ono jest częścią wszystkiego, co wartościowe.” —
Seneka

Kwintesencja stoicyzmu — ale w swojej najtwardszej, najbrutalniejszej wersji.
Bo Seneka nie mówi tutaj: „cierpienie jest okej”.
On mówi coś znacznie bardziej pierdoląco trafnego:
„Jeśli coś jest naprawdę wartościowe, to na pewno będzie bolało.”
Nie „może”.
Nie „czasem”.
Na pewno.
Wartość i cierpienie to para nierozerwalna.
Jak ogień i ciepło.
Jak stal i kowadło.
Jak wzrost i ból mięśni.
Ludzie, którzy próbują budować życie bez cierpienia, tak naprawdę budują życie bez
wartości.
To jest dokładnie ta pułapka współczesności: szukanie sukcesu bez dyskomfortu,
miłości bez ryzyka, rozwoju bez bólu, charakteru bez strat.
Tylko że — jak powiedział Viktor Frankl:
„To, co daje sens, zawsze kosztuje.”
A Jung dorzuca jeszcze mocniej:
„Nie ma narodzin świadomości bez bólu.”
Czyli: jeśli nie cierpisz, to nie rośniesz.

Jeśli nie rośniesz, to nie idziesz do przodu.
A jeśli nie idziesz do przodu — nie masz prawa mówić o wartości.
To dlatego Grover pisał:
„Zwycięzca nie unika bólu. On go wykorzystuje.”
Bo ból to sygnał, że idziesz tam, gdzie inni nie chcą iść.
I tu pojawia się bezpośredni związek z wygrywaniem.
Wygrywanie to nie jest komfortowa podróż.
Wygrywanie to jest przejście przez piekło, tylko z przekonaniem, że to piekło ma
sens.
Że każdy kawałek cierpienia buduje mięsień psychiczny, którego inni nigdy nie będą
mieli.
Mike Tyson mówił:
„Ból jest najlepszym nauczycielem. Jeśli przestajesz słuchać, zaczynasz
przegrywać.”
A Kobe Bryant w swojej absolutnej szczerości stwierdził:
„Nie jestem tu po to, żeby było mi wygodnie. Jestem tu, żeby być lepszym.”
Cierpienie to cena.
Cena, której nie da się ominąć, nie da się zredukować, nie da się negocjować.
Napoleon uderza w to samo z wojskowym zimnem:
„Im większa wartość, tym większy koszt.”
I właśnie dlatego ludziom tak trudno cokolwiek osiągnąć:
bo chcą wartości, ale nie chcą kosztu.
Chcą nagrody, ale nie chcą rany.
Chcą zwycięstwa, ale nie chcą blizn.
Seneka mówi: nie bój się cierpienia.
Nie dlatego, że jest fajne — bo nie jest.
Ale dlatego, że bez niego nie dotkniesz niczego, co naprawdę ma znaczenie.
W skrócie:
Jeśli coś boli — to może właśnie dlatego warto iść dalej.
Jeśli nic nie boli — to znaczy, że stoisz w miejscu.

Hall of Fame

Mateusz "Don Diego" Kubiszyn - 3 krotny Mistrz Świata K1, Gromda Champion
"Jestem człowiekiem wielozadaniowym i mam na głowie sporo obowiązków: praca strażaka, prowadzenie działalności gospodarczej oraz dodatkowo uprawiam sport zawodowy (sporty walki). Natłok obowiązków, towarzyszący temu stres powodowały narastające zmęczenie i zaniedbywanie obowiązków. Współpraca z Bartkiem polegała przede wszystkim na nauce efektywnego odpoczynku i regeneracji podczas popołudniowych drzemek. Już od pierwszej sesji poczułem różnicę, nauczyłem się zasypiać szybko (co wydłużyło całkowity czas snu) i widzę poprawę w efektywności moich działań w życiu codziennym."
Sprawdź
Dawid Malczyński - YouTuber i Biznesmen
"Mega profesjonalista, z indywidualnym podejściem! Pracowaliśmy razem 3 miesiące i po każdej sesji czułem olbrzymią poprawę swojego mentalu! Polecam z całego serca!"
Sprawdź
Katarzyna Jakubowska - Rekordzistka Guinnessa i Mistrzyni Polski
"Bartłomiej Florek to osoba z niewiarygodnym doświadczeniem! Bartek przygotowywał mnie mentalnie do Rekordu Guinnessa w kontakcie całego ciała z lodem. Miałam kilka sesji autohipnozy. Podczas ustanawiania rekordu byliśmy w kontakcie telefonicznym. Kiedy gasło mi słoneczko Bartek przywracał mi jego blask. To niesamowita osoba działająca cuda. Mój rekord jest również rekordem Bartka! Dziękuję bardzo za pokazanie mi jak można zrobić więcej niż nam się wydaje."
Sprawdź
Krzysztof Gąsior - Co-founder SmartLunch.pl
"Wyszedłem z naszych sesji tak naładowany energią, że moje cele boją się mnie, a nie ja ich :) Bartek nie tylko otworzył mi oczy, ale i kopnął w tyłek – w najlepszym możliwym sensie. Polecam każdemu kto chce działać."
Sprawdź
Przemysław
"Pisałem wcześniej już kilkukrotnie do Ciebie w sprawie porad i problemów ale teraz przychodzę nie z problemem a z podziękowaniem, ponieważ zdrowieje, moja relacja z samym sobą zaczyna zdrowieć. Zacząłem się tworzyć na nowo dzięki Twoim filmom, autohipnozom, rozmowy przez telefon którą odbyliśmy chyba z 2 lata temu, którą sam zaproponowałeś wtedy, takie szybkie 15 minut darmo. Zacząłem zauważać, że to nie otoczenie było i jest problemem ale to ja byłem problemem a dokładniej mówiąc, to moje myśli były problemem, to one mnie blokowały i były w mojej głowie przez wiele lat. Dotarło do mnie, że sam fakt, że doświadczałem przemocy psychicznej oraz emocjonalnej od własnych rodziców, którzy byli toksyczni sprawiło, że te myśli i blokady były w głowie ale już nie jestem od bardzo dawna tym małym dzieckiem, tym małym chłopcem, który się boi tego wszystkiego co mu rodzice robili i nie ma to już znaczenia obecnie. Wystawiam się na to z czym dotychczas miałem problemy, czy to reakcję ciała poprzez drżenie w określonych sytuacjach, czy to określone sytuację w których się znajduję i mnie triggerują to ja robię na przekór i działam mimo to. To jest to o czym niejednokrotnie mówiłeś, ekspozycja na dyskomfort itd, to kurwa działa w praktyce serio. Byłem tak podekscytowany samą myślą o tym, że doszedłem do pewnych przemyśleń, dzięki którym zrozumiałem bardzo wiele rzeczy, które obecnie ułatwią mi funkcjonowanie codzienne, że wziąłem i zacząłem pisać do Ciebie tego e-maila z podziękowaniem i jestem mega wdzięczny za robotę którą robisz 🔥💪🏻 bo gdybym na Ciebie nie natrafił to nie wiadomo co by było."
Sprawdź
Krzysztof Chodakowski - Doradca Ubezpieczeniowy UK
"Zaczynam rozumieć" - czyli krótka recenzja co przyniósł mi mentoring z Bartkiem. Zrozumiałem, że większość problemów - kreujemy sami lub wyolbrzymiam je bardziej niż to potrzebne. Moje podejście do życia całkowicie się zmieniło, a na problemy zacząłem reagować śmiechem lub "challenge accepted" niż złością i obwinianiem się - jak to było dotychczas. Po pierwszej rozmowie z Bartkiem zainspirowałem się. Po drugiej obudziłem, a po trzeciej utwierdziłem, że nie ma elixiru na szczęście - i tylko my sami decydujemy czy będziemy szczęśliwi czy nie. Niby to wiemy, a problem jest w tym - że tak naprawdę szczerze w to nie wierzymy. Na początku obawiałem się, że tylko sobie luźno rozmawiamy o wszystkim i niczym, ale latając z Bartkiem po tematach od mojego biznesu po moje życie prywatne - wszystko jak puzzle zaczęło łączyć się w całość. Myślałem, że otrzymam jakieś "rady i wskazówki" co i jak... lecz najlepsze w tym mentoring'u było to, że doszedłem do wszystkiego sam... czyli zgaduję, że taki niecny plan na mnie był uknuty od początku. PS. Do hipnozy podchodziłem z lekkim uśmiechem i mało poważnie... ale po pytaniu od znajomego po sesji z Bartkiem: " Ty jesteś jakiś zahipnotyzowany? " w czasie bardzo stresowej i trudnej sytuacji pomyślałem " chyba działa ".
Sprawdź
Paweł Kaczmarczyk - Druga Strona Medalu
"Świetne podejście do klienta, dobranie narzędzi do pracy i potencjalnych rozwiązań problemów. Dzięki Bartkowi dowiedziałem się, że narcyzm nie musi być wadą i można używać go mądrze!"
Sprawdź
Łukasz Szpunar - 4x Rekordzista Guinnessa
„Jeśli chodzi o rozwój osobisty, przerabiałem wiele technik i programów, których jest mnóstwo na rynku. Czasem wszystkiego jest tak dużo, że ciężko wybrać to, co będzie dla Ciebie najskuteczniejsze. Tak właśnie było w moim przypadku. Już od pierwszej sesji u Bartka, wiedziałem że dobrze trafiłem, bo wybrał dla mnie narzędzia, które będą najbardziej skuteczne w tym, co chce osiągnąć... A praca z moją podświadomością podczas transu hipnotycznego, była dopełnieniem tego, czego potrzebowałem. Uprawiam bardzo świeży i ciężki sport jakim jest morsowanie wyczynowe. Polega to na spędzeniu jak największej ilości czasu w balii z wodą i lodem, która ma zbliżoną temperaturę 0 stopni. Mój wynik zależy od mojej silnej woli, ale również bariery bezpieczeństwa. Bo gdy temperatura ciała spadnie za nisko, to udział w tym momencie się kończy. Muszę tak pokierować swoim organizmem, by w tym dyskomforcie znalazeźć komfort i wtedy temperatura się utrzyma, a mój organizm będzie pracował jak szwajcarski zegarek. Ćwiczenia pracy nad umysłem oraz hipnoza, pozwoliła mi osiągnąć rewelacyjny czas 4 godzin. A Bartek jest jednym z ojców tego sukcesu. Polecam serdecznie. Jest to jeden z najlepszych trenerów mentalnych w Polsce jakich poznałem.”
Sprawdź
Wiktoria Pleśniak - 5x Mistrzyni MMA Polska 2024/25
"Współpracę z Bartkiem zaczęłam dość niedawno, natomiast już widzę efekty naszych spotkań. Z jego pomocą udało mi się wywalczyć 2 złote medale na Mistrzostwach Polski No Gi oraz 10-tych Mistrzostwach Mma Polska. Profesjonalne podejście, skuteczne metody dzięki którym możemy osiągać niesamowite rezultaty. Naprawdę polecam każdemu, kto poszukuje wsparcia w procesie samorozwoju i osiągania celów! :)"
Sprawdź
Waldemar Piotrowski - Prezes Zarządu JOBFORME
"Szkolenie biznesowe obejmujące zagadnienia marketingu, odporności na stres, zarządzania czasem oraz radzenia sobie z wyzwaniami oceniamy bardzo pozytywnie. Było ono nie tylko merytoryczne, ale również dostosowane do potrzeb naszego kilkunastoosobowego zespołu. Bartek wykazał się profesjonalnym podejściem, świetnie angażując uczestników i tworząc atmosferę sprzyjającą nauce oraz otwartej dyskusji. Przekazana wiedza była praktyczna i oparta na konkretnych przykładach, co ułatwia jej zastosowanie w codziennej pracy. Szczególnie doceniliśmy sposób prowadzenia warsztatów – były one dynamiczne, interaktywne i dostarczały wielu inspiracji. Całość przebiegła sprawnie, a program szkolenia został zrealizowany w ciekawy i przemyślany sposób. Jesteśmy bardzo zadowoleni z efektów, a zdobyte umiejętności na pewno przełożą się na jeszcze lepsze wyniki w naszej działalności. Polecamy to szkolenie każdemu, kto chce rozwijać swój zespół w obszarze kluczowych kompetencji biznesowych."
Sprawdź
Maciej Nowak - Wiceprezes MTM
"Bartłomiej, znany mi bardziej jako „Łysy Magik”, to człowiek o niesamowitej cierpliwości i wyjątkowej zdolności czytania ludzi. Już po pierwszych chwilach naszej znajomości wiedziałem, że mogę mu zaufać. To właśnie ta intuicja i profesjonalizm sprawiły, że poczułem się pewnie, wiedząc, że wszystko, czym się z nim dzielę, zostanie między nami. Do tej pory miałem przekonanie, że ludzie zajmujący się takimi tematami ograniczają się do słuchania, by potem wystawić rachunek i zapisać na kolejną wizytę. Bartek pokazuje, że można to robić inaczej. To człowiek godny zaufania, który nie tylko wskazuje właściwą drogę, ale przede wszystkim daje „wędkę” – to od nas zależy, jak ją wykorzystamy. Jeśli ktoś zastanawia się nad wyborem osoby, która będzie prawdziwym przewodnikiem, a nie tylko „profesjonalistą z wysokim cennikiem”, polecam Bartka z całego serca. To człowiek, który zaangażowaniem i troską wyprzedza wielu – nawet po godzinach potrafi zapytać, jak się czuję, lub rzucić zdanie, które rozważam potem przez cały dzień."
Sprawdź
Oskar Poźniak - Mistrz Polski MMA 2023
"Współpracuje z Bartkiem już od dłuższego czasu i od tego momentu realizuje wszystkie swoje cele w 100%! Bartek z jego hipnozą oraz rozpisywaną przez niego dietą, okazał się ostatnim niezbędnym elementem w moich przygotowaniach. Podczas naszej współpracy stoczyłem 7 walk, z czego wygrałem wszystkie i podczas tego procesu zdobyłem tytuł Mistrza Polski. Pozytywne skutki naszej współpracy da się również odczuć w życiu codziennym -  większą pewność siebie, samodyscyplina czy kontrola nad emocjami. Dzięki Bartek jeszcze raz i serdecznie polecam tego gościa!"
Sprawdź
Szymon Ostrowski - MMA Fighter
"Hipnoterapia u Bartka była strzałem w dziesiątkę, jeśli chodzi o zmniejszenie stresu przed zawodami i walkami. Już po pierwszej sesji zauważyłem, że czuję się dużo spokojniejszy, bardziej opanowany i pewniejszy siebie. Pomogło mi to nie tylko lepiej radzić sobie z presją, ale też skupić się na swoich celach i rozwoju aby osiągać lepsze wyniki. Co ważne, zawsze mogę liczyć na pełne wsparcie ze strony Bartka, zarówno w trudniejszych chwilach, jak i wtedy, kiedy wszystko idzie zgodnie z planem – jest to niesamowicie przydatne i motywujące. Dzięki hipnoterapii z Bartkiem nauczyłem się lepiej radzić sobie z wyzwaniami w sporcie, dodatkowo wyciągać z życia jeszcze więcej, a wiedza która została mi przekazana zostanie ze mną na długo. Serdecznie polecam każdemu."
Sprawdź
Krystian Zupa - Profesjonalny jeździec, Menadżer stadnin koni
"Bartek ma profesjonalne podejście do klienta i świetny kontakt. Jest otwarty i holistycznie podchodzi do problemów. Stara się zrozumieć i doradzić, a nie wygłaszać tezy bez poparcia. Praca z nim już od pierwszego spotkania zmienia punkt widzenia i wrzuca myślenie na nowe tory."
Sprawdź
Mariusz - Lider Branży Stomatologicznej
"Bartka znam od pół roku. Zaczęliśmy od hipnozy, a potem przeszliśmy do pracy nad moim nastawieniem do biznesu i mogę szczerze powiedzieć, że odkąd poznałem Bartka, moje życie zmieniło się na lepsze. Zmiana o 300%. Obecnie pracujemy dużo nad moim mentalem. Bartek potrafi w ciągu godziny szybko zdiagnozować co, komu dolega i podpowiedzieć różne praktyczne rozwiązania. Polecam z całego serca."
Sprawdź
Arkadiusz Kaszuba - Low-kick World Champ / Pro MMA Fighter
"Podejście mentalne do życia i sportu jest bardzo ważne. Wszystko zaczyna i kończy się w naszej głowie. Praca nad mentalem i ciałem? Tylko u tego Gościa. Wspólnie robiliśmy mój limit wagowy przed EFM 2."
Sprawdź
Bartosz Rewera - Pro MMA Fighter
"Nie sądziłem, że hipnoza może być tak skuteczna i mimo, że pracujemy nad rzeczami związanymi z moim podejściem do walk, to rykoszetem dostaję chociażby moja samokontrola i podejście do życia. Pracujemy razem również na płaszczyźnie dietetycznej. Robienie wagi nigdy nie było tak proste."
Sprawdź
Łukasz Smarzyński - Bokser
"Należę do ludzi dla których doba jest o wiele za krótka. Dwunastogodzinna zmiana nad grillem, po 22 trening, a każdą wolną chwilę staram się poświęcić rodzinie i efektem tego jest przemęczenie, które w oczywisty sposób odbierało mi chęci do dalszej pracy, co skutkowało moim zaangażowaniem na 50% i brakiem progresu, a wręcz spadkiem wszelkich wyników. Ok. pół roku temu rozpocząłem współpracę z Bartłomiejem Florkiem, początkowo bardzo sceptycznie i z lekkim uśmiechem podchodziłem do tematu hipnozy jednak po namyśle stwierdziłem „co mi tam" I spróbowałem. Bartek okazał się naprawdę spoko gościem, który bardzo chętnie odpowiedział na wszelkie pytania, a także dopytał o wszystko nad czym chciałabym pracować. No i się zaczęło, po wstępie rozpoczęliśmy pierwszą sesję hipnotyczną w ciągu ok. godziny w bardzo przyjemnym stanie głębokiej relaksacji rozpocząłem pracę nad tym co chciałbym zmienić w swoim boksie, a efekty odczułem już w kolejnej walce. Warto spróbować."
Sprawdź
Daniel Bastrzyk
"Cześć Bartek, jeszcze raz chcę ci podziękować, widzę coraz więcej pozytywnych zmian, wygrałem z prokrastynacją, dodatkowo stałem się konfliktowy, z cichego chłopca do bicia stałem się gościem który nie ma problemu powiedzieć, nie, będzie pomojemu, to mi nie pasuje, lub spierdalaj, nie mam problemu z wywoływanie konfliktów gdy ktoś przekracza moje granice lub mnie nie szanuje, i nie dlatego że stało się to proste bo nie stało nadal jest stresujące ale mam to w dupie bo albo strach rucha cię albo ty go, stałem się dużo bardziej samo sterowny, długo by wymieniać, narazie to tylko początek bo ja się dopiero rozkręcam, Dzięki wielkie za twoją pomoc, "pozwól sobie", i "rób to tylko codziennie"
Sprawdź
Olaf Meller
"Jeśli chcesz: - Porozmawiać o swoich traumach z dzieciństwa - Przedyskutować swoje relacje z rodzicami i pozastanawiać się dlaczego jesteś taki a nie inny - Małymi krokami zacząć wyciszać swoje demony, szukać spokoju, a najlepiej znieczulenia od tego strasznego, ciężkiego życia… To poszukaj innego specjalisty ;) ALE. Jeśli chcesz dogadać się ze swoimi demonami. Umieć je wykorzystać tak żeby być na maksa skuteczny w swoim życiu. Wszystko jedno czy w sferze zawodowej czy osobistej. Jeśli chcesz czerpać z życia tyle ile się da. Omijać kompromisy i przeszkody. Pewnym siebie sięgać po swoje marzenia z uśmiechem na ustach. …To umów się na mentoring do Bartka. I lepiej się pospiesz, bo nie wiem czy w Polsce znajdziesz drugiego tak profesjonalnego i skutecznego gościa."
Sprawdź
Radosław Jasiński
"Siemanko. Muszę Ci podziękować za pracę którą wykonałeś, tak naprawdę od serca. Fajnie jest stawiać na swoim i być niezależnym, oraz nie mieć ciągle w głowie starej traumy. Jedynie szkoda że nie trafiłem do Ciebie parę lat temu. Robisz zajebistą robotę"
Sprawdź
Rafał
"20.02 odbyłem sesje, laczem video z mieszkania, która dotyczyła mojego leku przestrzennego. Bałem się tzw. dziurawej podłogi, czyli widzieć przestrzeń pod sobą. 28.02 sprawdziłem i powiem... pomogło. Wszedłem na most wiszący Blackforest Line. Z małym wsparciem kolegi i nierozglądajac się zbytnio w dół :) przeszłem i wróciłem. Nawet się nie pociłem. Wiadomo musiałem się trzymać poręczy i nie było zafajnie kiedy bujało mostem ale najważniejsze... nie czułem jak wcześniej strasznego lęku i nie miałem uczucia "zaciśniętej" klatki piersiowej. Przy końcach nawet puszczałem poręcz:) jeszcze pewnie kilka takich akcji i może będzie dobrze :)"
Sprawdź
Tomek Sornat
"Jestem zadowolony z materiałów do autohipnozy Bartka Florka. Jego podejście do procesu hipnotycznego jest niesamowicie skuteczne i inspirujące. Jego głos płynnie wprowadza mnie w podróż do głębokiego relaksu i transformacji. Materiały są pełne pozytywnej energii i motywacji. Dzięki nim mogłem odkryć nowe poziomy świadomości i zastosować hipnoterapię do własnego rozwoju i doświadczenia wewnętrznej transformacji. Jego technika skupia się na pozytywnych aspektach życia, samoulepszaniu i osiąganiu harmonii wewnętrznej. Czułem nieomal jego fizyczną obecność, wsparcie do działania po każdej sesji autohipnozy. Nagrania są skonstruowane w sposób budujący zaufanie i zapewniają bezpieczne i przyjemne doświadczenie hipnotyczne. Kto szuka sposobów na poprawę swojego samopoczucia, uwolnienie od stresu i rozwinięcie swojego potencjału znajdzie w nich nieocenioną pomoc."
Sprawdź
Kinga
"Pełen profesjonalizm. Rewelacyjny człowiek świetna współpraca. Jestem mega wdzięczna że tu trafiłam i polecam każdemu z całego serca 💜"
Sprawdź
Michał
"Polecam! Mam wrażenie , że po 3 sesjach więcej się u mnie zmieniło na lepsze niż po 2 latach psychoterapii."
Sprawdź
Krzysztof
"Podstawą do rozpoczęcia hipnozy u Bartka było jego profesjonalne podejście do zrozumienie moich traum i fobi z jakimi zmagam się od przeszło 30 lat. Wiem, że jestem ciężkim przypadkiem ale już po pierwszej hipnozie 30 letnia skała we mnie zaczęła pękać. Serdecznie polecam każdemu z małymi i dużymi problemami z którymi sobie nie radzi."
Sprawdź
Karol
"Cześć, chciałem się podzielić opinia z już drugiej sesji hipnoterapii. Swoja przygodę z samorozwojem jak i odkrywaniem siebie zacząłem parę lat temu, od psychologii, psychoterapii, cyberpsychotroniki no i hipnoterapia, jedyne co moge powiedziec wielki poklon dla Bartka. Nie potrafiłem się wysłowić po hipnoterapii tyle refleksji do mnie dotarło, zauważyłem wkoncu to czego nie widziałem przez ten cały czas..., Jest to zloty graal moich poszukiwań, ten klej który skleił te wszystkie puzzle które zbierałem przez tyle lat. Bardzo dziękuje i będę kontynuował, jest to tak potężne narzędzie a w wykonaniu Bartka jest to po prostu majstersztyk, czapki z głów, wybitny rzemieślnik swojego fachu, polecam z całego serca."
Sprawdź