Zwiększ KONTROLĘ nad sobą i swoim życiem

Zwiększ KONTROLĘ nad swoim życiem

Jak przejąć i ZWIĘKSZYĆ KONTROLĘ nad swoim życiem? Odsłuchaj lub przeczytaj cały wpis

 

 

 

Dzień dobry dzień dobry, z tej strony Bartłomiej Florek – oproblemachinaczej.pl

 

Dzisiaj porozmawiamy sobie o “KONTROLI”. Kontroli pośredniej i bezpośredniej, kontroli nad sobą samym, kontroli nad innymi, kontroli nad swoim życia. O tym, jak możesz zwiększyć nie tylko poczucie swojej kontroli, ale przede wszystkim realnie ją zwiększyć, bo nie wiem czy wiesz, ale to, że masz “poczucie”, wcale nie musi oznaczać, że defakto tak jest. Przykład? To, że czujesz sie bezpiecznie oznacza zawsze, że rzeczywiście jesteś bezpieczny?

 

Zanim to jednak zrobimy i rozłożymy kontrolę na czynniki pierwsze, a przede wszystkim zwiększymy jej ilość w Tobie.. proszę Cię o kredyt zaufania w postaci łapki w górę, subskrypcji i udostępnienia. Dlaczego teraz, na początku? Dlatego, że algorytm nie lubi “ciężkich” treści, które zmuszają do myślenia, a tym bardziej, kiedy od samego początku nie mają kliknięć. Woli pompować “łatwe” i puste w swojej formie i przekazie, przez co to, co wartościowe zostaje zepchnięte do rynsztoka. Tak więc kliknij co trzeba i… Zaczynamy!

 

Nie wiem czy wiesz, ale każdy cel, jaki masz, sprowadza się do kontroli.

 

Niezależnie od tego, czy mówimy o forsie, statusie, relacjach, zdrowiu czy czymkolwiek innym – wszystko kręci się wokół kontroli.


– Chcesz zarabiać więcej? Nie chodzi ci tylko o hajs, ale o wolność, by decydować, co robisz, gdzie jesteś i z kim spędzasz czas.


– Chcesz być silniejszy, zdrowszy? Nie chodzi tylko o sześciopak na brzuchu, ale o kontrolę nad własnym ciałem i samopoczuciem.


– Chcesz lepszego partnera? To też kontrola – chcesz móc wybierać, a nie brać to, co życie ci rzuci jak ochłap.

 

Chris Hyatt powiedział, że i tutaj cytat „Celem każdego celu jest chęć zwiększania kontroli (lub jej utrzymania).” – to pieprzona prawda, której większość ludzi nigdy sobie nie uświadomi, bo ich mózgi są zaprogramowane na bycie pionkami, a nie graczami.

Nie ma czegoś takiego jak „bezinteresowny” cel. Każda pieprzona motywacja, jaka siedzi w twojej głowie, sprowadza się do tego, żebyś miał WIĘKSZY wpływ na swoje życie albo żebyś nie stracił tego, co już masz.

Kontrola = władza, a władza to rzeczywistość, a nie bajki dla grzecznych dzieci.

Ludzie lubią sobie wkręcać, że kontrola to coś złego, że nie można „być takim egoistą”, że „trzeba pozwolić, by życie się toczyło”. To brednie dla frajerów, którzy nie ogarniają, że każda chwila, w której oddajesz stery, sprawia, że to ktoś inny cię rozstawia po kątach. To rozstawianie po kątach jest bardzo wygodne dla tych, którzy siedzą na górze i pociągają za sznurki. Ci na górze, to nie tylko Ci, którzy obracają światem, ale wszyscy Ci, którzy są aktualnie nad tobą. Przykładem może być nawet nauczycielka ze szkoły, która najpierw wytargała Cię za ucho, a później wywaliła z klasy. Jaki był cel jej celu i zachowania? Nie zgadniesz.. Zwiększenie poczucia kontroli.

Każda chwila, w której nie TY decydujesz, to moment, w którym ktoś inny przejmuje nad tobą władzę. Może to być twój szef, partner, politycy, korporacje, społeczeństwo, nawet twoje własne lenistwo. I wiesz co? Oni kochają, gdy się poddajesz, bo wtedy łatwo cię prowadzić jak barana na rzeź.

 

Brak kontroli to zaproszenie do bycia czyimś sługusem.

 

Jeśli nie trzymasz w garści swojego czasu, pieniędzy, decyzji i priorytetów – to nie ma znaczenia, jak bardzo uważasz się za „dobrego człowieka”. Świat cię wyrucha i zrobi to nie pytając cię o zgodę i nie używając przy tym ani odrobiny wazeliny.

Popatrz na tych wszystkich ludzi, którzy siedzą w swoich nudnych robotach, których nienawidzą, bo „tak trzeba”. Na tych, którzy boją się powiedzieć „nie”, bo ktoś się obrazi. Na tych, którzy mają marzenia, ale nigdy nie zrobią pierwszego kroku, bo „a co jeśli się nie uda?”.

To są ludzie bez kontroli. Ludzie, którzy żyją w klatce, którą sami sobie zbudowali – z wymówek, lęków i fałszywego poczucia bezpieczeństwa.

I teraz pytanie do ciebie: Chcesz być jednym z nich, a może jesteś już jednym z nich?

Jeśli odpowiedź brzmi “nie”, to musisz zrozumieć jedno – kontrola nie przychodzi sama. Kontrolę się ZDOBYWA i zdobyć możesz ją również Ty. Zapamiętaj –  kontrola jest celem, nie osiągnięciem

 

Jak zacząć przejmować kontrolę?

 

Pierwszy krok to pewna doza świadomości. Musisz zdać sobie sprawę, gdzie już teraz jesteś pionkiem, a gdzie masz choćby skrawek władzy nad swoim życiem.


– Kto decyduje, co robisz rano? Ty czy twój budzik i obowiązki?
– Kto kontroluje twoje zarobki? Ty czy twój szef?
– Kto kontroluje twoje relacje? Ty czy twoje emocje i strach przed odrzuceniem?

 

Kiedy to ogarniesz, zaczynasz działać.

  1. Zacznij podejmować decyzje, zamiast pozwalać, by były podejmowane za ciebie. Nawet jeśli są małe. Nawet jeśli bolą.
  2. Weź odpowiedzialność za wszystko, co się dzieje w twoim życiu. Zamiast narzekać, że coś jest do dupy – zapytaj sam siebie jak to zmienić i wsłuchaj się w ten szept, ale WSŁUCHAJ SIĘ W NIEGO, a nie po 1 minucie zagłuszaj smartfonem i rozpierdoloną uwagą na to, co finalnie nie ma żadnego znaczenia!
  3. Bądź gotów na konflikt. Kontrola wymaga siły, a siła wymaga tego, żebyś potrafił powiedzieć „nie” i nie bał się konsekwencji. Zapamiętaj! Im więcej konfrontacji, tym mniej komplikacji! Twoja władza jest wprost proporcjonalna do swobody z jaką potrafisz mówić “NIE” szczególnie sobie, a później innym!

 

Bo w życiu albo TY trzymasz lejce, albo ktoś trzyma je za ciebie i finalnie Cię pogania jak ujebanego kuca na krupówkach.

Wujek Mazur słusznie kiedyś zauważył i opisał, że życiem człowieka kierują 3 zasady, a ja pozwalam sobie to teraz dla Ciebie zgłębić.

 

Zasada 1: Homeostaza – twój wróg i sprzymierzeniec

 

Homeostaza to jedno z tych słów, które brzmią mądrze i naukowo, ale tak naprawdę sprowadzają się do jednej prostej rzeczy – twój organizm chce, żeby wszystko było stabilne.

To dlatego twoje ciało utrzymuje stałą temperaturę. Dlatego, gdy poziom cukru we krwi spada, zaczynasz czuć głód. Dlatego, gdy jesteś zbyt długo w stresie, organizm odpala reakcję „spierdalaj albo walcz”.

Ale co ważniejsze – to samo dotyczy twojego życia.

Twój mózg kocha to, co znane. Nawet jeśli to „znane” jest chujowe. To co znasz, dla Twojego mózgu jest bezpieczne, to czego nie znasz jest niebezpieczne, nawet jeśli czujesz, że to jest coś czego teraz potrzebujesz i będzie dla Ciebie dobre, Twój mózg i tak zrobi wszystko żeby Cię od tego odwieść.

Dlatego tak ciężko jest ci zmienić swoje nawyki. Bo jeśli przez całe życie byłeś przeciętniakiem, który unikał wysiłku i wybierał drogę najmniejszego oporu, to twój mózg uznał to za normę.

I teraz najlepsza część – kiedy próbujesz coś zmienić, on będzie cię sabotował.

  • Zaczniesz biegać? Po kilku dniach wpadnie ci myśl: „Eee, może jutro, przecież nie muszę się tak cisnąć…”.
  • Zaczniesz budować biznes? Nagle odkryjesz, że jednak ten etat w sumie nie jest taki zły.
  • Zaczniesz wprowadzać dyscyplinę? Pojawią się „zajebiste powody”, żeby zrobić sobie przerwę.

To nie przypadek. To twój mózg próbuje przywrócić równowagę – czyli wrócić do tego, co było.

Co robi większość ludzi? Poddaje się. Wraca do starego schematu i mówi sobie, że „tak już jest”.

Co robisz ty? Zmieniasz normę.

Jak? Powtarzając nowe zachowanie tak długo, aż twój mózg uzna je za nową homeostazę (a to nic innego jak neuroplastyka).

Nie ma innej drogi.

I tu przechodzimy do drugiej zasady – tej, która tłumaczy, dlaczego większość ludzi nigdy nie osiągnie niczego wielkiego.

 

Zasada 2: Przyjemność kontra unikanie bólu – największa pułapka

 

Freud powiedział, że człowiek działa według dwóch kierunków:

  1. Albo dąży do przyjemności,
  2. Albo unika bólu.

I teraz zaczyna się zabawa, bo większość ludzi myśli, że chce przyjemności. Ale prawda jest taka, że oni po prostu chcą mniej cierpienia.

To nie to samo. To tak, jakbyś porównał baletnice do zawodnika sumo w kontekście gracji wykonywanych ruchów.

Zamiast iść po coś, co naprawdę da im satysfakcję, wybierają to, co w danym momencie jest najmniej bolesne, a przynajmniej mniej bolesne się na pozór wydaje..

Przykłady?

  • Zamiast zacząć działać, wybierają Netflixa, bo złudny „odpoczynek” boli mniej niż wysiłek.
  • Zamiast ćwiczyć, wybierają chipsy, bo chwilowa przyjemność smaku jest większa niż ból treningu.
  • Zamiast postawić się komuś, wolą przemilczeć, bo konfrontacja to stres.

Ale teraz uważaj.. nie ma prawdziwej przyjemności bez bólu.

Każdy, kto coś osiągnął, przeszedł przez etap, w którym musiał znieść niewygodę, bo sukces zawsze wymaga czegoś, czego większość ludzi się boi – długoterminowego wysiłku i kurewskiego bólu dyscypliny (ale o tym później).

Więc teraz masz wybór..

Albo będziesz jak większość – żył tak, żeby unikać bólu i oszukiwał się, że „w sumie jest okej”.

Albo zaakceptujesz, że droga do prawdziwej przyjemności wymaga bólu i podejmiesz grę.

 

Zasada 3: Warunkowanie – czyli jak programujesz swoją rzeczywistość

 

Pies Pawłowa dostawał żarcie po dzwonku i po jakimś czasie zaczął się ślinić słysząc sam dźwięk.

Ty robisz dokładnie to samo.

Każde twoje zachowanie to efekt warunkowania.

  • Zielone światło? Idziesz.
  • Alarm w telefonie? Budzisz się.
  • Kawa rano? Czujesz, że bez niej jesteś trupem.
  • Ktoś krzyczy? Chowasz łeb w piach i srasz w gacie.

To dzieje się non stop. Każda decyzja, jaką podejmujesz, wzmacnia nawyki, które masz.

I teraz kluczowe pytanie: czy te nawyki ci służą, czy cię niszczą?

Jeśli twoje życie jest przeciętne, to dlatego, że dzień po dniu warunkujesz się na przeciętność.

Ale to działa w obie strony. Możesz PRZEPROGRAMOWAĆ siebie. Hipnoza sprawdza się tutaj znakomicie, także jak już czujesz, że to najwyższy czas.. Odezwij się do mnie i zacznijmy wspólnie Tworzyć Twoje nowe “ja”.

Każda decyzja to nowy kod w twoim mózgu. Każda powtórka to jego wzmocnienie.

I tu wracamy do kluczowego pytania:

Czy to TY trzymasz ster, czy ktoś trzyma go za ciebie?

Decyzja zawsze była twoja..

I teraz masz moment, żeby wybrać.. wracasz do starego schematu czy zaczynasz przejmować kontrolę?

Idziemy dalej..

 

Ból jako nieunikniona cena kontroli

Pytanie: Czy boisz się bólu, który będzie ci towarzyszył przy przejmowaniu kontroli?

Bo jeśli tak, to mam złą wiadomość – będzie bolało. I to jest pewniejsze i czystsze niż Maria Dziewica przed pierwszą miesiączką jak mawiał Wags w serialu Billions.

Arystoteles, ten szanowny myśliciel i filozof, który rozkminiał rzeczy na poziomie, którego większość ludzi nawet nie drasnęła i to już w 350r. p.n.e., powiedział kiedyś i tutaj cytat: „Nie możemy się uczyć bez bólu.”

Co z tego wynika?

  • Chcesz się nauczyć nowej umiejętności? Najpierw czujesz się jak kretyn, bo nie wychodzi.
  • Chcesz wyjść z przeciętności? Boli, bo trzeba rozwalić stare schematy.
  • Chcesz zbudować siłę? Trening sprawia, że wszystko cię napierdala.
  • Chcesz nauczyć się chodzić? Wywracasz się na początku o swoje nogi.
  • Chcesz mocniej uderzać? Rozwalasz kilka razy nadgarstek zanim nauczysz się robić to poprawnie.

Każdy rozwój oznacza rozwalenie starej wersji siebie. Dosłownie rozsypanie jej w pył i przepuszczenie w nicość, i tak.. to jest bolesne..

 

A żeby tego było mało, teraz mamy do czynienia z gościem, który w porównaniu do Arystotelesa, chodził po naszym świecie jeszcze stosunkowo niedawno, bo zaledwie 16 lat temu i to nie kto inny, jak Jim Rohn, który wbija gwoździa do trumny złudzeń mówiąc, i tutaj cytat: „Wszyscy musimy cierpieć z powodu jednego z dwóch bólów: bólu dyscypliny lub bólu żalu.”

Słuchaj.. wybór jest prosty..:

  1. Albo wybierasz ból dyscypliny – krótkoterminowy, parzący, ale prowadzący do siły, sukcesu i satysfakcji.
  2. Albo wybierasz ból żalu – długoterminowy, który odezwie się głośniej po kilku latach mówiąc ci, że spierdoliłeś lata na unikanie bólu.

Wiesz co jest najlepsze? Nie ma żadnej opcji bez bólu. Jak Ci z tym? Bańka złudnego szczęścia i sielanki właśnie prysła?

Więc jeśli do tej pory oszukiwałeś się, że jakoś się wymkniesz, to czas to jebnąć o ścianę.

Btw.. o ironio.. wiesz jaki jest paradoks szczęścia i nieszczęścia? Wytłumaczy Ci to szybciutko nie kto inny, jak Viktor Frankl i tutaj cytat: „Brzemię nieuniknionego nieszczęścia człowieka dodatkowo powiększa ciężar bycia nieszczęśliwym z powodu bycia nieszczęśliwym”. Czy to wymaga komentarza? Nawet jeśli, to ja pozostawię cię bez niego. Albo dobra.. rozbijmy.. może łatwiej i skuteczniej przyswoisz.

Czyli innymi słowy – cierpisz, bo cierpisz, a potem jeszcze cierpisz, bo nie możesz się z tym pogodzić.

I to jest największa pułapka, bo ból sam w sobie nie jest aż tak straszny. Straszne jest to, jak przed nim spierdalasz.


Przestań się na niego obrażać jak na kolegę z ławki, który nie dał ci spisać sprawdzianu. Weź go na klatę i przestań dokładać sobie zbędnego balastu.

Cierpienie jest nieuniknione. Twoje jęczenie.. już niekoniecznie.

 

Idziemy dalej.. Ucieczka od bólu prowadzi do większego bólu.

 

A teraz jeszcze jeden ważny cytat. Gabor Maté, ekspert od ludzkiej psychiki i tego, jak sami sobie robimy krzywdę, mówi jasno i tutaj cytat:
„Próba ucieczki od bólu jest tym, co powoduje więcej bólu.”

Rozumiesz, co on tutaj powiedział?

  • Im bardziej unikasz niewygody, tym bardziej rośnie ona w siłę.
  • Im bardziej próbujesz żyć „bez stresu”, tym bardziej stres będzie cię dopadał niczym rzerzączka przyrodzenie, czyli w najmniej oczekiwanym momencie.
  • Im bardziej boisz się porażki, tym częściej będziesz ją ponosił – bo nigdy nie podejmiesz gry na serio.

Unikanie bólu to nie rozwiązanie. To misja samobójcza, która za każdym razem skończy się tak samo – coś w Tobie umrze.

Dlatego mówimy: “PIĘKNO RODZI SIĘ W BÓLU.”

Wszyscy to niby znają, ale ilu faktycznie to rozumie?

Bo co robi większość? Siedzi na dupie i narzeka.


„No tak, trzeba się poświęcać, ale to takie trudne… no wiesz, nie każdy może…”

Kurwa.., może..

Tylko większość nie chce, bo boi się konfrontacji z bólem. Do której grupy należysz, a do której chcesz należeć?

Btw, nie wiem czy zauważyłeś, ale większość kwestii, które do tej pory poruszyliśmy, jest związana z Twoją postawą do siebie i do życia. Odnośnie postawy, stworzyłem kompletny program pod tytułem “Postaw(a) na siebie – przestań się leczyć, zacznij się tworzyć”. Jeśli czujesz, że chcesz stworzyć siebie i swoją postawę, mój program zgrabnie Ci w tym pomoże i wreszcie spojrzysz prawdzie przed którą tak uciekasz w oczy.

 

Ból jest drogowskazem

 

Masz dwie opcje:

  1. Ból, który cię zbuduje.
  2. Ból, który cię zniszczy.

Pierwszy jest tymczasowy. Wymaga od ciebie wysiłku, ale przynosi efekty.
Drugi to efekt odkładania decyzji. Jest powolny, podstępny i kończy się tym, że budzisz się po latach i myślisz: „Co ja, kurwa, zrobiłem ze swoim życiem?”

Więc teraz zastanów się:

  • Czy chcesz poczuć ból działania, czy ból żalu?
  • Czy chcesz przejąć kontrolę, czy tylko gadać, że chcesz?
  • Czy jesteś gotów, żeby naprawdę wziąć to wszystko w swoje ręce?

Bo jeśli tak – to czas się przygotować na ból. To właśnie on prowadzi do siły.

Decyzja jak zawsze należy tylko do ciebie.

 

Cierpienie to nie problem, tylko wybór

 

Dobra, skoro już ustaliliśmy, że ból to nieunikniona część przejmowania kontroli, to teraz czas na jego starszego brata – cierpienie.

Bo widzisz, ból to jedno – to sygnał, informacja, że coś się dzieje. Ale cierpienie?

Cierpienie wynika z tego, co sobie wkręcasz w głowie.

I tu cały na biało wchodzi Epiktet z cytatem:
„Cierpienie wynika z próby kontrolowania tego, co jest niekontrolowane.”

Rozumiesz, co to znaczy?

Większość ludzi cierpi na własne życzenie, bo łapie się za rzeczy, na które nie mają absolutnie żadnego wpływu.

  • Chcesz, żeby ktoś cię lubił? Nie masz kontroli nad cudzymi opiniami.
  • Chcesz, żeby świat był sprawiedliwy? Powodzenia, bo nigdy nie był i nie będzie.
  • Chcesz, żeby wszystko poszło po twojej myśli? To się obudzisz z ręką w nocniku.

Cierpienie to efekt tego, że próbujesz sterować czymś, czego sterować się nie da.

Co więc można zrobić?

Przestać marnować energię na rzeczy, które są poza twoim wpływem, i skupić się na tym, co możesz zmienić i na co wpływ masz.

 

Cierpienie to obsesja na punkcie własnych odczuć

 

I tu z pomocą przychodzi nie kto inny, jak Shoma Morita, który dosłownie rozpracował temat cierpienia na czynniki pierwsze i tutaj cytat:
„Jedynym rozsądnym długoterminowym rozwiązaniem dla zbędnego cierpienia, jest przestać koncentrować się na swoich odczuciach. Odczucia są po to, by je poczuć, a nie po to, by się na nich skupiać.”

Bum! Jeszcze większe szambo się wylało, albo wylałem je teraz ja, no bo jak to..? Jak mam się nie koncentrować na tym, co czuję..? Pojebało Cię Florek już do reszty?

To jest dokładnie to, czego ludzie nie chcą zrozumieć, bo jest im tak pozornie “łatwiej”.

 

Odczuć się nie analizuje, odczuć się doświadcza.

 

Czujesz lęk? Okej, to tylko lęk.
Jesteś wkurwiony? Super, gniew to